Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesienne liście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesienne liście. Pokaż wszystkie posty

7 listopada 2016

Od Natalii - Cd. Kizuhiry

Starałam się choć trochę zignorować uporczywy wzrok chłopaka. Jego.. sposób bycia był dość.. nietypowy..? Zaczęłam więc wpatrywać się w rude zwierzę, póki ciemnowłosy trochę nie odpuścił. Kątem oka spostrzegłam, że z uwagą zaczął obserwować spadający liść.
- Park jesienią jest taki.. wyjątkowy. - powiedziałam cicho, nadal obserwując wiewiórkę. - Cykl życia liści znów zatacza krąg. Poza tym, wczesnym rankiem oszronione rośliny wyglądają tak pięknie.. - dodałam, nadal tym samym tonem. W Hiszpanii jesień była ciepła. Na chama, w oceanie można było pływać nawet w zimie. Podobno jesień i zima w Ameryce są dosyć chłodne.. I nie sposób było się z tym nie zgodzić. Objęłam się rękoma, pocierając ramiona. Co nieco to dało, jednak i tak za mało. Oddech powoli zamieniał się w parę, a ja nie wzięłam z pokoju ani chustki, ani szalika. A nie chciałam się przeziębić. Wypadałoby pójść do szkoły, ogarnąć uczniów i nauczycieli. A im szybciej to zrobię, tym więcej wolnego czasu będę miała później.
Już miałam pożegnać się z jegomościem i ruszyć w stronę internatu, gdy sobie o czymś przypomniałam. Wstałam z ławki, odwracając się przodem do chłopaka.
- Natalia de Gracia. Żeby nie było, że się nie przedstawiłam. - odezwałam się, podając mu dłoń i lekko się uśmiechając.

[ Kizuhiraaa?]

5 listopada 2016

Od Kizuhiry CD Natalii

-Słyszałem niedawno twój głos-odezwałem się z grobową miną-jest pomarańczowy, mój prawie ulubiony.
-Y... Hę?-Wymruczała dziewczyna.
-Widzę kolory głosów. Poniekąd-odparłem, wciąż z miną mordercy. Zmarszczyłem lekko brwi, próbując dodać powagi swojej wypowiedzi.
-W sensie, że co? Masz jakieś kłopoty ze sobą?-Zapytała z lekko zatroskaną miną.
-Powiedziałem przed chwilą. Umiem określić kolor głosu. Ale chyba tylko ja to umiem, bo nikt inny nie kojarzy głosów z kolorami-odpowiedziałem zdecydowanym tonem, podpierając nadgarstki o kolana-mój ulubiony kolor głosu to biały. Na drugim miejscu jest pomarańczowy, a na trzecim żółty. Ja mam szary.
-To... Dziwne, ale ciekawe-stwierdziła nieznajoma z lekkim uśmiechem.
-Wszyscy mówią, że to synestezja, ale ja po prostu wiem, jaki kolor ma dany głos-odezwałem się nagle.
-Nieźle!-Stwierdziło dziewczę, klaszcząc w dłonie-Na serio tak masz?
-Po co miałbym kłamać?-Odparłem pytaniem na pytaniem-Wiewiórka.
-Co?
-Za tobą. Siedzi na ławce-objaśniłem krótko, wskazując ruchem głowy na rude zwierzątko, które przysiadło na ławce, intensywnie wpatrując się w dziewoję.


<Natalia?>

Od Natalii

- Śpij jeszcze..! - wymamrotałam bardziej do poduszki, niż do Gucia. Papug od piątej rano rzucał się w klatce i chodził tam i z powrotem. W końcu nie wytrzymałam. Wzięłam koc z łóżka i narzuciłam go na przód klatki, którą później włożyłam do łazienki. Spanie całkowicie mi odeszło. Usiadłam więc okrakiem na krześle, kontemplując nad sensem życia.

O dziwo, zasnęłam. Na siedząco. Obudziły mnie dość głośne rozmowy na korytarzu. Właściwie, to chyba była kłótnia. Między dwójką, czy trójką nastolatków. Nie zagłębiałam się w to jednak. Przebrałam piżamę na luźny, wełniany sweterek, który był troszkę przydługawy, i czarne legginsy. Postanowiłam skorzystać z dnia wolnego. Wypuściłam więc papuga z klatki, coby sobie po pokoju polatał, narzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i założyłam trapery, po czym wyszłam z pokoju. Przedtem, oczywiście, wzięłam z sobą aparat fotograficzny i klucz. Przez chwilę naszła mnie myśl, na zadzwonienie do cioci, jednak szybko mi przeszło. Chciałam, żeby choć w weekend miała ode mnie spokój.

Błądząc po ulicach White Eagle mijałam wielu ludzi. Na niektórych nie zwracała uwagi, z resztą z wzajemnością. Na innych zaś nie dało się nie spojrzeć. Większość kobiet miało na sobie ładne płaszcze i buty na wysokim obcasie. Widać jednak było, że drżały z zimna. Mi było ciepło. I walić to, że wyglądałam jak ziemniak.


Po dwóch godzinach pałętania się w te i wewte, postanowiłam pójść do parku. Jesienią wszystko wyglądało inaczej. Na drzewach pojawiały się miliony barw, począwszy od zieleni, przez czerwień, aż do fioletu. Temperatura spadała, skutkiem czego zwierzęta magazynowały pożywienie, szykując się do snu. A niektóre dzieci wskakiwały do kupek liści, rozwalając je we wszystkie strony. Ja jednak skorzystałam z tego, że w parku znajdował się mały pałac. Wyjęłam lustrzankę z torby i usiadłam na trawie. Choć, poprawniej, usiadłam na liściach i położyłam na nich aparat, bawiąc się ostrością. W końcu postanowiłam, że budynek i drzewa, które znajdowały się na dalszych planach, będą rozmazane, zaś liście, które były najbliżej mnie - ostre. Po parunastu seriach, usunęłam większość zdjęć i wybrałam to idealne. Zadowolona z efektu wstałam z chłodnej ziemi i wsadziłam sprzęt z powrotem do torby. Nie chciałam jednak wracać do internatu. Zajęłam więc miejsce na ławce i zaczęłam przypatrywać się wiewiórce, która uciekała przed jakimś dzieckiem. Dopiero parę minut później ogarnęłam, że ktoś się do mnie przysiadł.

[ Któż? ]