- Nie mam Facebooka - mruknąłem i przeczesałem dłonią włosy. - Zostaw ten telefon, tutaj nawet nie ma wifi. Uwierz mi, sprawdzałem. Jedyne co w życiu zostaje, to siedzenie w oknie i granie na PSP. No chyba, ze rodzice ci abonament opłacają i masz dane komórkowe. Powodzenia ci życzę - westchnąłem i wszedłem do budynku znudzony całą tą sytuacją. Wpełzłem po schodach do pokoju i odpaliłem czarną konsolę. W pewnym momencie drzwi otworzyły się z impetem, a w progu stał Fabian. - Ustawiłeś już ten status? Może jeszcze jakieś "Zaliczony, dupa będzie go boleć przez dwa tygodnie". Skąd ty masz w ogóle takie dziwne myśli, że każdą moją wypowiedź potrafisz przekształcić, na jakieś związkowe zdania? Pogadaj sam do siebie po francusku, czy coś.
<Fap? Nie mam weny :O>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mydełko Fa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mydełko Fa. Pokaż wszystkie posty
14 listopada 2016
Od Fabiana - Cd. Aesop'a
- Ah, masz rację, tak naprawdę od kilku lat nie żyję w środku, tam w duszy - tycnąłem się palcem w klatę, spoglądając na to miejsce - No i czemu każde nasze spotkanie musi kończyć się na ścianie, co? To trochę niewygodne, i nadgarstki mi wykręcasz, noo - zamruczałem, wyszarpując się z objęć chłopaka. Stanąłem tak, aby widać było unoszący się dym i wozy straży. Wo, to tak strasznie blisko.
- Nie martw się, spaliło się tylko trochę saren i w ogóle, mogę zapłacić karę, ale co tam~! Zawsze można poczęstować ich zapałkami, prawda? - wziąłem zapalniczkę do ręki, po czym wznieciłem ten mały, słodki płomyczek - Mogą zniknąć tak samo szybko jak ten mały Pożar Junior - zaśmiałem się, gasząc go dwoma palcami.
- Idioto, po pierwsze. Tak się nie da, jak cały czas masz ją włączoną. Drugie, masz skórzane rękawiczki. Sam się podpalisz - o szlag, szlag szlag. Fabian, weź tą łapę z tego, cholera jasna twoje drugie dziecko tutaj umiera, śmierdzi teraz spaloną wiewiórką. A mamusia mówiła, daj spokój zwierzątkom! Trzeba było nie kopać swojego brata. Machnąłem parę razy dłonią, wiatr taki agresywny, powinien zabić ten smród.
- Naah, zanim mnie zamkną, to co teraz robimy? - rzuciłem niezręcznie, rozciągając się.
- Nie, nie ja już więcej z tobą nie chodzę - warknął z tyłu.
- Woooa, chodziliśmy!? Nawet nie zdążyłem ustawić statusu na FB, czekaj chwilę, zerwij ze mną zaraz, tylko internety muszą mi się włączyć... - wyciągnąłem komórkę z kieszeni, skupiając się na wstukaniu kodu. ALE ON ODMÓWIŁ WSPÓŁPRACY
< Aes? >
- Nie martw się, spaliło się tylko trochę saren i w ogóle, mogę zapłacić karę, ale co tam~! Zawsze można poczęstować ich zapałkami, prawda? - wziąłem zapalniczkę do ręki, po czym wznieciłem ten mały, słodki płomyczek - Mogą zniknąć tak samo szybko jak ten mały Pożar Junior - zaśmiałem się, gasząc go dwoma palcami.
- Idioto, po pierwsze. Tak się nie da, jak cały czas masz ją włączoną. Drugie, masz skórzane rękawiczki. Sam się podpalisz - o szlag, szlag szlag. Fabian, weź tą łapę z tego, cholera jasna twoje drugie dziecko tutaj umiera, śmierdzi teraz spaloną wiewiórką. A mamusia mówiła, daj spokój zwierzątkom! Trzeba było nie kopać swojego brata. Machnąłem parę razy dłonią, wiatr taki agresywny, powinien zabić ten smród.
- Naah, zanim mnie zamkną, to co teraz robimy? - rzuciłem niezręcznie, rozciągając się.
- Nie, nie ja już więcej z tobą nie chodzę - warknął z tyłu.
- Woooa, chodziliśmy!? Nawet nie zdążyłem ustawić statusu na FB, czekaj chwilę, zerwij ze mną zaraz, tylko internety muszą mi się włączyć... - wyciągnąłem komórkę z kieszeni, skupiając się na wstukaniu kodu. ALE ON ODMÓWIŁ WSPÓŁPRACY
< Aes? >
Od Aesop'a cd Fabiana
Uniosłem oczy w górę, odczepiając chłopaka od ściany.
- Dobra, ale gdzieś, gdzie nie będzie nas widać - warknąłem, czekając aż zaprowadzi mnie głęboko w las i na jakąś polanę. Oparłem się o jakieś drzewo i podziwiałem jak niebiesko-włosa dzidzia podpala stosy wyjątkowo suchej trawy.
- Fab! - krzyknąłem, a chłopak podbiegł do mnie uradowany. Przewróciłem oczami po raz kolejny i wyciągnąłem nową zapalniczkę z kieszeni. - Trzymaj, tylko nie podpal całego lasu, bo załatwię ci u Kanade, że będziesz spał na wycieraczce przed głównymi drzwiami.
- Już się nie gorączkuj - powiedział i wrócił do wcześniejszego zajęcia. Nie minęło pięć minut, a uciekaliśmy przed ogniem w środku lasu.
- Zabiję cię, obiecuję, że cię zabiję. Albo nie, powiem Costinowi, żeby zrobił to za mnie. On chociaż ma już zabójstwo na koncie - warknąłem i pociągnąłem go za rękę tak, że po chwili znaleźliśmy się przed internatem, a w oddali słychać było straż pożarną. Przyszpiliłem go ponownie do ściany. - Nie. Żyjesz.
<Fap?>
- Dobra, ale gdzieś, gdzie nie będzie nas widać - warknąłem, czekając aż zaprowadzi mnie głęboko w las i na jakąś polanę. Oparłem się o jakieś drzewo i podziwiałem jak niebiesko-włosa dzidzia podpala stosy wyjątkowo suchej trawy.
- Fab! - krzyknąłem, a chłopak podbiegł do mnie uradowany. Przewróciłem oczami po raz kolejny i wyciągnąłem nową zapalniczkę z kieszeni. - Trzymaj, tylko nie podpal całego lasu, bo załatwię ci u Kanade, że będziesz spał na wycieraczce przed głównymi drzwiami.
- Już się nie gorączkuj - powiedział i wrócił do wcześniejszego zajęcia. Nie minęło pięć minut, a uciekaliśmy przed ogniem w środku lasu.
- Zabiję cię, obiecuję, że cię zabiję. Albo nie, powiem Costinowi, żeby zrobił to za mnie. On chociaż ma już zabójstwo na koncie - warknąłem i pociągnąłem go za rękę tak, że po chwili znaleźliśmy się przed internatem, a w oddali słychać było straż pożarną. Przyszpiliłem go ponownie do ściany. - Nie. Żyjesz.
<Fap?>
Od Fabiana - Cd. Aesop'a
- Wiesz co, w sumie chciałbym coś podpalić. Albo kogoś, tak, to też dobra opcja - puściłem się jego ramion, i z dzikim chichotem sturlałem się na podłogę. Jest naprawdę wygodna, choć to nie to samo co leżenie na kafelkach w kuchni. Ach te stare, piękne czasy, kiedy to zabranie komuś pudełka zapałek było normalnym zachowaniem, i nikt cię o palenie nie sądził. Tylko o spalanie kontenerów na śmieci.
- Jesteś piromanem? Cóż, lepsze do niż gwałciciel - parsknął trawnik, wstając z łóżka. Zamruczałem pod nosem, jakoś unosząc się do pionu. O fak, mam śmiecia na kurtce. Trzeba to tak pstryczkiem zepchnąć- i teraz boli mnie paznokieć. Gratulacje Fabian, zamiast jak normalny człowiek się ogarnąć, bijesz bezbronny kurz.
- Zawsze mogę walnąć ci z kARATA! - tutaj piękna demonstracja, przez co prawie nie wywaliłem się ponownie na panele - Zjem mandarynkę i ci wepchnę to co nie trzeba przez obydwie dziury, hu - tak, piękny cios, tuż przed nosem Aesopa. Tylko ten ją odsunął, jakby mu w czymś przeszkadzała. Wydąłem dolną wargę, po czym złapałem go za kaptur i wyciągnąłem na dwór. Kij z tym, że jutro szkoła, warto czasami coś puścić z dymem!
- Gdzie ty leziesz? Niczego nie podpalisz, koleś, stań w miejscu! - wydarł się, szarpiąc. Ale nieee, ja tak się nie dam, ja chcę... nosz kurna, ściana w plecy boli. Ta jego łapa na ramieniu też.
- To co chcesz niby robić? Uczyć się na pewno nie będę, to zbyt trudne, kej? - jęknąłem z rezygnacją. Ja chcę widzieć ten płomień...
< MYDŁO, wen zdycha >
- Jesteś piromanem? Cóż, lepsze do niż gwałciciel - parsknął trawnik, wstając z łóżka. Zamruczałem pod nosem, jakoś unosząc się do pionu. O fak, mam śmiecia na kurtce. Trzeba to tak pstryczkiem zepchnąć- i teraz boli mnie paznokieć. Gratulacje Fabian, zamiast jak normalny człowiek się ogarnąć, bijesz bezbronny kurz.
- Zawsze mogę walnąć ci z kARATA! - tutaj piękna demonstracja, przez co prawie nie wywaliłem się ponownie na panele - Zjem mandarynkę i ci wepchnę to co nie trzeba przez obydwie dziury, hu - tak, piękny cios, tuż przed nosem Aesopa. Tylko ten ją odsunął, jakby mu w czymś przeszkadzała. Wydąłem dolną wargę, po czym złapałem go za kaptur i wyciągnąłem na dwór. Kij z tym, że jutro szkoła, warto czasami coś puścić z dymem!
- Gdzie ty leziesz? Niczego nie podpalisz, koleś, stań w miejscu! - wydarł się, szarpiąc. Ale nieee, ja tak się nie dam, ja chcę... nosz kurna, ściana w plecy boli. Ta jego łapa na ramieniu też.
- To co chcesz niby robić? Uczyć się na pewno nie będę, to zbyt trudne, kej? - jęknąłem z rezygnacją. Ja chcę widzieć ten płomień...
< MYDŁO, wen zdycha >
13 listopada 2016
Od Aesop'a cd Fabiana
- Nie lubię jak ktoś mi wsadza, przy pierwszym spotkaniu. Chociaż tobie bym może dał - mruknąłem, wyciągając do niego ręce informując, że chcę się przytulić. Chłopak, jednak skrzyżował ręce na piersi w proteście. Obrażony obróciłem się do niego plecami i sam skrzyżowałem ręce. - Nie jesteś już moim przyjacielem - naburmuszyłem się i sięgnąłem po pluszową lamę. Usłyszałem głośnie westchnięcie i chwilę później dwie mocne ręce obejmowały mnie w pasie.
- Pasuje?
- Jak najbardziej. Powiedz mi tylko, co ci się chce, jeżeli nic ci się nie chce? - mruknąłem sam do siebie i przytuliłem do siebie jego ręce, zostawiając Klementynę sam na sam na podłodze. - Bo ten grecki bóg, którego w tym momencie przytulasz jest tego ciekawy, jak samego Tartaru.
<Fap Fap? Nie ma wenu XDD>
- Pasuje?
- Jak najbardziej. Powiedz mi tylko, co ci się chce, jeżeli nic ci się nie chce? - mruknąłem sam do siebie i przytuliłem do siebie jego ręce, zostawiając Klementynę sam na sam na podłodze. - Bo ten grecki bóg, którego w tym momencie przytulasz jest tego ciekawy, jak samego Tartaru.
<Fap Fap? Nie ma wenu XDD>
Od Fabiana - Cd. Aesopa
- Dlaczego? W sumie sam nie wiem, jakiś taki byłem od urodzenia - bardziej skupiłem się na molestowaniu jego włosów, niż samej wypowiedzi. Waw, właśnie zostałem żywą przytulanką, a co dopiero tutaj przyszedłem.
- No to dobrze, bo żadnego sprzeciwu nie będzie. Chociaż jesteś przez to taki trochę... Wkurzający. A twój angielski to dobija, jak ty tu w ogóle przyszedłeś, nie umiejąc mówić? - wtulił się we mnie bardziej.
- No bez przesady, przecież coś tam potrafię wymruczeć - warknąłem głośno, zaprzestając macania jego włosienicy. - I wiesz, że znamy się dopiero kilka minut, a już jesteśmy w łóżku? Jeszcze nikt tak szybko tego ze mną nie zrobił, jakiś łatwy jesteś, Aesopie drogi, je te félicite! (gratuluję!)
- Przestań mówić po francusku. Jak się okażesz drugim Costinem to cię wyrzucę przez okno - zaczął bawić się nadgarstkiem, zmieniając pozycję. Jego łokieć wbijał mi się w żebro. To boli, tak bardzo boli w pompkę do krwi.
- A co on robi niby takiego? To ten z którym gadałem tak? - wyszarpnąłem się tak trochę z jego objęć, siadając po turecku na przeciwko chłopaka. Widać ten internat skrywa jakieś mroczne sekrety, takie brudne dość.
- Tak, i on robił różne gwałty. Ty chyba taki nie jesteś, co - uśmiechnął się krzywo, tak sztucznie. No ale zrobił to, kolejne gratulacje dla niego! Złapałem się za czubki butów, kołysząc się w przód. Odpowiedź jest trudna, mam dużo za i przeciw... I cholera, wyglądam jak jakiś paralityk. Chcę tą lamę. Alpakę. Cokolwiek.
- Nah, raczej nie. To zbyt dużo zachodu, nie chciałoby mi się - skleiłem jakoś to zdanie, mrużąc oczy - Ale zawsze mogę to spróbować na tobie! Chociaż nie, też mi się nie chce. Uhg.
< Mydł? Mydł? Mydł? >
- No to dobrze, bo żadnego sprzeciwu nie będzie. Chociaż jesteś przez to taki trochę... Wkurzający. A twój angielski to dobija, jak ty tu w ogóle przyszedłeś, nie umiejąc mówić? - wtulił się we mnie bardziej.
- No bez przesady, przecież coś tam potrafię wymruczeć - warknąłem głośno, zaprzestając macania jego włosienicy. - I wiesz, że znamy się dopiero kilka minut, a już jesteśmy w łóżku? Jeszcze nikt tak szybko tego ze mną nie zrobił, jakiś łatwy jesteś, Aesopie drogi, je te félicite! (gratuluję!)
- Przestań mówić po francusku. Jak się okażesz drugim Costinem to cię wyrzucę przez okno - zaczął bawić się nadgarstkiem, zmieniając pozycję. Jego łokieć wbijał mi się w żebro. To boli, tak bardzo boli w pompkę do krwi.
- A co on robi niby takiego? To ten z którym gadałem tak? - wyszarpnąłem się tak trochę z jego objęć, siadając po turecku na przeciwko chłopaka. Widać ten internat skrywa jakieś mroczne sekrety, takie brudne dość.
- Tak, i on robił różne gwałty. Ty chyba taki nie jesteś, co - uśmiechnął się krzywo, tak sztucznie. No ale zrobił to, kolejne gratulacje dla niego! Złapałem się za czubki butów, kołysząc się w przód. Odpowiedź jest trudna, mam dużo za i przeciw... I cholera, wyglądam jak jakiś paralityk. Chcę tą lamę. Alpakę. Cokolwiek.
- Nah, raczej nie. To zbyt dużo zachodu, nie chciałoby mi się - skleiłem jakoś to zdanie, mrużąc oczy - Ale zawsze mogę to spróbować na tobie! Chociaż nie, też mi się nie chce. Uhg.
< Mydł? Mydł? Mydł? >
Od Aesop'a cd Fabiana
- Grzać parówę to sobie sam możesz - mruknąłem i wyminąłem go, by zejść po schodach. Zatrzymałem się na półpiętrze odwracając się do Fabiana. - Wiesz co, ignorując ten twój denny angielski, to nawet jesteś spoko - mruknąłem i zachęciłem go do pójścia za mną dłonią. Lana spojrzała na nas zaskoczona, kiedy weszliśmy do pokoju.
- Zmyj się na trochę, dobra? - zapytałem przesłodzonym głosem. Wyraz jej twarzy przeskoczył z niezrozumiałego, na totalne tego przeciwieństwo i w ciągu minuty nie było jej w pobliżu. Uśmiechnąłem się zwycięsko i usiadłem na swoim łóżku. - Chodź tu - wymruczałem pokazując na miejsce obok. Niebiesko-włosy przysiadł obok, dlatego nie marnowałem czasu i wtuliłem się w niego. - Désolé, ale nie mam do kogo się przytulić, a Lana nie jest dobrym rozwiązaniem. Na Klementynki nawet nie patrz.
- Klementynki? - zapytał, marszcząc brwi. Wskazałem dłonią na pluszowe lamy na szafce i dopiero teraz usłyszałem ciche "Aaaaaaaaaaaa". Pokiwałem lekko głową i jeszcze bardziej wtuliłem się w towarzysza.
- Ustalmy deal. Ty możesz smyrać moją trawkę, a ja mogę się do ciebie tulić. Nie pytam czy ci to pasuje, bo i tak wyjdzie na moje - mruknąłem. - Dlaczego jesteś taki milusi?
<Fap Fap?>
- Zmyj się na trochę, dobra? - zapytałem przesłodzonym głosem. Wyraz jej twarzy przeskoczył z niezrozumiałego, na totalne tego przeciwieństwo i w ciągu minuty nie było jej w pobliżu. Uśmiechnąłem się zwycięsko i usiadłem na swoim łóżku. - Chodź tu - wymruczałem pokazując na miejsce obok. Niebiesko-włosy przysiadł obok, dlatego nie marnowałem czasu i wtuliłem się w niego. - Désolé, ale nie mam do kogo się przytulić, a Lana nie jest dobrym rozwiązaniem. Na Klementynki nawet nie patrz.
- Klementynki? - zapytał, marszcząc brwi. Wskazałem dłonią na pluszowe lamy na szafce i dopiero teraz usłyszałem ciche "Aaaaaaaaaaaa". Pokiwałem lekko głową i jeszcze bardziej wtuliłem się w towarzysza.
- Ustalmy deal. Ty możesz smyrać moją trawkę, a ja mogę się do ciebie tulić. Nie pytam czy ci to pasuje, bo i tak wyjdzie na moje - mruknąłem. - Dlaczego jesteś taki milusi?
<Fap Fap?>
Od Fabiana - Cd. Aesop'a
- Waw, w końcu ktoś kto mnie rozumie! Tyle, że ja gadam z moimi rękami, ewentualnie z truchłami - uśmiechnąłem się promiennie, wyciągając ku nieznajomemu dłoń. Ależ to ekscytujące! - Fabian. Wybacz jak będę mówił za często po francusku, nie umiem zbyt dobrze po angielsku. Tylko czemu ten popatrzył się tak na mnie dziwnie?
- Aesop - mruknął, łapiąc mnie za palce i wolno nimi potrząsając. No ej, aż tak brudnych łap to ja jeszcze nie mam! Właśnie, kluczowe słowo. Jeszcze - I kto powiedział, że jeszcze się spotkamy?
- Aaa, mój drogi, Je sais! (ja wiem!) - oznajmiłem radośnie, ściskając wolną ręką tą jego odpowiedniczką - Mam przeczucie, że... - cholera, zapomniałem słowa - Długo, ze sobą, posiedzimy - wydukałem, kiwając przy tym głową. On natomiast syknął przez zęby, poprawiając kaptur. I o mój baż, miał takie fajne kolorowe włoski! Chociaż wyglądają jak trawa przez ten zielony. Stanąłem na palcach, miętosząc kosmyki. Były trochę twarde, ale pachniały spoko.
- Na Świętą Anielkę, hodujesz własny trawnik! - i wtedy złapał mnie za nadgarstek, wykręcając go delikatnie - Tooo chyba znaczy, że mam ci dać spokój, tak? - wymruczałem, nadal mając wyszczerz na twarzy.
- Oczy - rzucił w pewnym momencie. Parsknąłem cicho.
- Tak, ty też je masz. Takie dwa, widzisz nimi, wiesz...
- Masz soczewki, takie fioletowe. I mazidła na mordzie. Wyobraź sobie, że właśnie zaczynam ci macać. Nie jest ci zbytnio miło, prawda? - nah, kolejny typ gbura. Trzeba to zmienić, wydaje mi się, że może być z niego nawet gościu.
- Nie wiem, ja tam lubię jak mnie smyrają. Lecz skoro nie chcesz mnie tutaj, to sobie idę. Pstrągi czekają
< Mydełko faaa? brak weny >
- Aesop - mruknął, łapiąc mnie za palce i wolno nimi potrząsając. No ej, aż tak brudnych łap to ja jeszcze nie mam! Właśnie, kluczowe słowo. Jeszcze - I kto powiedział, że jeszcze się spotkamy?
- Aaa, mój drogi, Je sais! (ja wiem!) - oznajmiłem radośnie, ściskając wolną ręką tą jego odpowiedniczką - Mam przeczucie, że... - cholera, zapomniałem słowa - Długo, ze sobą, posiedzimy - wydukałem, kiwając przy tym głową. On natomiast syknął przez zęby, poprawiając kaptur. I o mój baż, miał takie fajne kolorowe włoski! Chociaż wyglądają jak trawa przez ten zielony. Stanąłem na palcach, miętosząc kosmyki. Były trochę twarde, ale pachniały spoko.
- Na Świętą Anielkę, hodujesz własny trawnik! - i wtedy złapał mnie za nadgarstek, wykręcając go delikatnie - Tooo chyba znaczy, że mam ci dać spokój, tak? - wymruczałem, nadal mając wyszczerz na twarzy.
- Oczy - rzucił w pewnym momencie. Parsknąłem cicho.
- Tak, ty też je masz. Takie dwa, widzisz nimi, wiesz...
- Masz soczewki, takie fioletowe. I mazidła na mordzie. Wyobraź sobie, że właśnie zaczynam ci macać. Nie jest ci zbytnio miło, prawda? - nah, kolejny typ gbura. Trzeba to zmienić, wydaje mi się, że może być z niego nawet gościu.
- Nie wiem, ja tam lubię jak mnie smyrają. Lecz skoro nie chcesz mnie tutaj, to sobie idę. Pstrągi czekają
< Mydełko faaa? brak weny >
Od Aesop'a Do Fabiana
Przeciągnąłem się zmęczony, uwalniając głośny ziew. Pięknie jest wstawać po dwunastej. Lana siedząca przy biurku i jedząca ciepłe tosty zaczęła bić mi brawo, dlatego zacząłem udawać królową Elżbietę Cyc on cię przedrzeźnia i kiwałem, kręcąc się dookoła. Wstałem szybko ze skrzypiącego łóżka i podbiegłem do dziewczyny, by skraść jedną kanapkę. Nie udało mi się to jednak, ponieważ zdążyła zabrać talerz.
- Dostaniesz jednego, jak pójdziesz kupić Mydła Juniory - powiedziała, śmiejąc się. Wydąłem wargi w niezadowoleniu, ale podszedłem do szafy, by wyciągnąć ubrania. W ciągu dziesięciu minut znowu stałem przed dziewczyną z wyciągniętą dłonią. Ze zrezygnowanym westchnieniem podała mi dwa tosty i wygoniła z pokoju. Zadowolony poczłapałem do centrum i kupiłem swojego kochanego syna. Ogarnął mnie smutek, kiedy przekroczyłem próg internatu, bo świadomość tego że Aesop Jr. za dwie minuty zostanie zabity przez moją współlokatorkę przytłaczał. Zacząłem jeździć opakowaniem po swoim policzku.
- Tatuś cię kocha, ale musimy się pożegnać, moje drogie dziecię.
- Parlez-vous du savon? (Czy ty gadasz z mydłem?) - usłyszałem jakiś głos. Nie zrozumiałem nic z wypowiedzi stojącego kilka metrów przede mną chłopaka.
- Eh?
- J'ai demandé parlez-vous du savon? (Pytałem, czy gadasz z mydłem?) - uniosłem brwi w górę, w pewnym momencie poznając francuski akcent. Podskoczyłem uradowany w miejscu, ale chwilę później pociągnąłem go za rękę na trzecie piętro. Zapukałem do pierwszych drzwi, które otworzył znajomy mi francuz.
- Jesteś z Francji, nie? Bądź tak miły i przetłumacz mi co on gada - mruknąłem, uważnie przyglądając się nieznajomemu obok mnie. Przez kilka dobrych minut toczyła się francuska rozmowa, podczas której stałem z założonymi rękami i zniecierpliwiony tupałem nogą.
- Pytał, czy rozmawiałeś z mydłem - powiedział Costin i zniknął za drzwiami.
- Dzięki - mruknąłem. - Tak gadałem z mydłem.
- Dostaniesz jednego, jak pójdziesz kupić Mydła Juniory - powiedziała, śmiejąc się. Wydąłem wargi w niezadowoleniu, ale podszedłem do szafy, by wyciągnąć ubrania. W ciągu dziesięciu minut znowu stałem przed dziewczyną z wyciągniętą dłonią. Ze zrezygnowanym westchnieniem podała mi dwa tosty i wygoniła z pokoju. Zadowolony poczłapałem do centrum i kupiłem swojego kochanego syna. Ogarnął mnie smutek, kiedy przekroczyłem próg internatu, bo świadomość tego że Aesop Jr. za dwie minuty zostanie zabity przez moją współlokatorkę przytłaczał. Zacząłem jeździć opakowaniem po swoim policzku.
- Tatuś cię kocha, ale musimy się pożegnać, moje drogie dziecię.
- Parlez-vous du savon? (Czy ty gadasz z mydłem?) - usłyszałem jakiś głos. Nie zrozumiałem nic z wypowiedzi stojącego kilka metrów przede mną chłopaka.
- Eh?
- J'ai demandé parlez-vous du savon? (Pytałem, czy gadasz z mydłem?) - uniosłem brwi w górę, w pewnym momencie poznając francuski akcent. Podskoczyłem uradowany w miejscu, ale chwilę później pociągnąłem go za rękę na trzecie piętro. Zapukałem do pierwszych drzwi, które otworzył znajomy mi francuz.
- Jesteś z Francji, nie? Bądź tak miły i przetłumacz mi co on gada - mruknąłem, uważnie przyglądając się nieznajomemu obok mnie. Przez kilka dobrych minut toczyła się francuska rozmowa, podczas której stałem z założonymi rękami i zniecierpliwiony tupałem nogą.
- Pytał, czy rozmawiałeś z mydłem - powiedział Costin i zniknął za drzwiami.
- Dzięki - mruknąłem. - Tak gadałem z mydłem.
<Fap Fap?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)