Przyglądałam sie uważnie chłopakowi, słuchałam każdego wypowiadanego przez niego słowa. Coś mi nie pasowało, gdy spojrzał i uśmiechnął się do mnie, w jego oczach widziałam ból, nie chciałam jednak tego poruszać.
Minęły dwie godziny, dyrektorka czekała na nas w samochodzie, ze wszystkimi rzeczami otrzymanymi od lekarzy. Miałam być pod stałą kontrolą kogokolwiek, bym nie pogorszyła swojego stanu. Każdy jednak wiedział, że ja nie jestem tak bardzo potulna. Nie lubie bezruchu... Stałam teraz tu, obok budynku szpitalnego, trzymając Leona za rękę. Ten jeden dzień zmienił tak wiele, wszystko w moim życiu, nawet to co było złe, stało się bardziej kolorowe. Dzięki temu, jednemu chłopakowi. Nie wiem co się ze mną stało, czemu zaczęłam mu ufać. Dlaczego stał się w moim życiu kimś ważnym, kimś kogo zdrowie było ważniejsze niż moje. Dziwna radość, emanowała że mnie, gdy stał tuż obok mnie, gdy czułam jego wspaniałe ciepło. Przyciągnęłam chłopaka bliżej, obejmując go nieswornie ramionami, on jednak przytulił mnie bardziej, wywołując uśmiech na mojej twarzy. W tej chwili, słowa podziękowania nie były potrzebne. Wszystko zastąpiła ta jedna chwila... Wewnętrzny głos kazał mi jednak zrobić coś jeszcze... Oto wtedy, położyłam jedną rękę delikatnie, na karku chłopaka, zbliżając do siebie nasze twarze. Spojrzałam mu w oczy, uśmiechając się przy tym delikatnie. Chciał się chyba odezwać, jednak nie pozwoliłam mu na to, łącząc usta w pocałunku.
<Leon? Chyba przesadziłam ;-;>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stalker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stalker. Pokaż wszystkie posty
30 grudnia 2016
28 listopada 2016
Od Leona - Cd. Sephriny
Patrzę zdezorientowany to na pielęgniarkę, to na Sephrinę. Co tu się wyprawia? Z jednej strony czerpię z tej sytuacji dziwną uciechę, z drugiej zaś nieco się boję. Odwzajemniam uścisk dziewczyny, pomimo tego dziwnego uczucia wewnątrz, jakby tysiące emocji zderzało się ze sobą i tworzyło nowe w zastraszającym tempie. Na widok rumianej twarzy mojej przyjaciółki znajomej, serce zaczyna mi walić. Czuję, jak sam oblewam się mocnym rumieńcem.
Dziwne.
Nowe.
Uczucie.
Jakby stado motyli wzbijało się w powietrze, łechtając skrzydełkami wnętrze mojego brzucha. Wolną rękę wyciągam do dość oryginalnej kobiety, uśmiechając się najlepiej, jak tylko potrafię.
— Tak, to chyba ja.
— Że też cię nie poznałam... Jak tam szyja?
— No... — Napotykam zaniepokojony wzrok mojej towarzyszki. — Jest o wiele lepiej, guzki już nie bolą i ogólnie czuję się, jak młody bóg! Ale t chyba po mnie widać. — Śmieję się nieco zbyt nerwowo. Nigdy nie byłem aż tak dobry we wciskaniu kitu w obecności osób, na których mi zależy.
Dziwne.
Nowe.
Uczucie.
Jakby stado motyli wzbijało się w powietrze, łechtając skrzydełkami wnętrze mojego brzucha. Wolną rękę wyciągam do dość oryginalnej kobiety, uśmiechając się najlepiej, jak tylko potrafię.
— Tak, to chyba ja.
— Że też cię nie poznałam... Jak tam szyja?
— No... — Napotykam zaniepokojony wzrok mojej towarzyszki. — Jest o wiele lepiej, guzki już nie bolą i ogólnie czuję się, jak młody bóg! Ale t chyba po mnie widać. — Śmieję się nieco zbyt nerwowo. Nigdy nie byłem aż tak dobry we wciskaniu kitu w obecności osób, na których mi zależy.
[Seph?]
27 listopada 2016
Od Sephriny - Cd. Leona
Ułożyłam się jak najwygodniej mogłam, jedną ręką, przypinając wszystkie kabelki, których pozbyłam się jakieś trzy minuty temu. Przyglądałam się wtedy również rudzielcowi, spoglądającemu gdzieś w głąb sali. Mój wzrok jednak po chwili padł na jego szyję, szczelnie owiniętą bandażem. Zaczęłam się wtedy martwić... Bardzo martwić... Nie pamiętam bym kiedykolwiek się tak czuła. Splotłam nasze palce u dłoni, ściskając je delikatnie. Chłopak lekko zdziwiony, odwrócił się powolnie. Przyznam sama się zdziwiłam. Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś takiego, to był czysty odruch. Wszystko działo się automatycznie. Dopiero gdy Leon zajął miejsce na stołku, obok mojego łóżka zdołałam się odezwać.
- Co ci jest..? - spytałam drzacym głosem.
- Nic wielkiego, bedzie dobrze - odparł z lekkim uśmiechem.
Wtedy nie wiedziałam czy mówił prawdę, czy tylko chciał żebym się nie martwiła.
- A ty... Jak się czujesz? - przerwał mi rozmyślania.
- Ja... - nie zdarzyłam dokończyć, gdyż przed moim łóżkiem, stanęła grubsza kobieta.
Ratownik który pomógł mi w karetce. Brunetka uśmiechnęła się wesoło, patrząc na naszą dwójkę.
- Oooo to ty musisz byc tym Leonem! - powiedziała rozradowana.
W tamtym momencie, zrobilam się czerwona jak burak i zakryłam twarz kołdra, by tylko katem oka obserwować cała sytuację. Ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka, przytakując kobiecie.
- Co ci jest..? - spytałam drzacym głosem.
- Nic wielkiego, bedzie dobrze - odparł z lekkim uśmiechem.
Wtedy nie wiedziałam czy mówił prawdę, czy tylko chciał żebym się nie martwiła.
- A ty... Jak się czujesz? - przerwał mi rozmyślania.
- Ja... - nie zdarzyłam dokończyć, gdyż przed moim łóżkiem, stanęła grubsza kobieta.
Ratownik który pomógł mi w karetce. Brunetka uśmiechnęła się wesoło, patrząc na naszą dwójkę.
- Oooo to ty musisz byc tym Leonem! - powiedziała rozradowana.
W tamtym momencie, zrobilam się czerwona jak burak i zakryłam twarz kołdra, by tylko katem oka obserwować cała sytuację. Ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka, przytakując kobiecie.
<Leo?>
26 listopada 2016
Od Leona - Cd. Sephriny
Dużo się wydarzyło, zdecydowanie zbyt dużo. Najpierw dziewczyna, teraz zmiany, jakie we mnie zachodzą... Jeszcze nigdy o nikogo się nie martwiłem, aż do teraz. Czuję dotkliwy ból, gdzieś w okolicy serca. Zwolniony z lekcji, siedzę tu już może z dziewięć godzin, czekając na to, by móc spotkać się z urokliwą istotką. Przedtem spędziłem niezbyt miło czas na oddziale opatrunkowym, jak widać toksyczne opary nieco mnie uszkodziły. Szyję mam owiniętą elastycznym bandażem, pod nim ukrywają się mikroskopijne, momentami bolące guzki z ropą, posmarowane dziwnie pachnącą substancją. Blizna podobno zostanie. Patrzę na zegar, obserwuję, jak uciekają sekundy, minuty. Jedna, druga, trzecia. Rytmiczne tik-tak dotrzymuje mi towarzystwa, wicedyrektor nic nie mówi, jakby odebrano jej dar mowy. A jeszcze chwilę temu z jej ust płynęły setki słów. Niezbyt ją słuchałem.
Obudziła się. Zrzuca z siebie tobołek aparatury, biegnie jak gdyby nigdy nic. Łapię ją w talii, lekko zataczając się do tyłu. Jest taka lekka. Przytulam ją do siebie, podtrzymuję w górze. Uważam, by nie zrobić jej krzywdy, jednocześnie ciesząc się z tego, że jest w jednym kawałku. Gładzę jej miękkie włosy, uśmiechając się jak głupi. Patrzę wgłąb sali. Skubana odłączyła się od aparatury?
— Nieładnie, księżniczko — szepczę jej do uszka.
Przykucam, jedną ręką łapiąc ją pod kolanami, drugą otulam plecy. Podnoszę dziewczynę, pomimo jej okrzyku zdziwienia.
— C... LEON! — Śmieje się.
— Nie znam żadnego Cleona, gdzie jest? Chcę go poznać! — Droczę się z nią, teatralnie obracając w prawo, w lewo, by odnaleźć tego ktośka. — Hm... Nigdzie go nie ma. Szkoda. Chciałbym wiedzieć, kto jest moją konkurencją... — Udaję zawiedzionego.
Podchodzę do łóżka, kładąc na nim Norweżkę. Lekarz chyba już od dłuższego czasu patrzy się na mnie i nią jak na debili. No cóż, uroki młodości- trzeba szaleć, co nie?
Obudziła się. Zrzuca z siebie tobołek aparatury, biegnie jak gdyby nigdy nic. Łapię ją w talii, lekko zataczając się do tyłu. Jest taka lekka. Przytulam ją do siebie, podtrzymuję w górze. Uważam, by nie zrobić jej krzywdy, jednocześnie ciesząc się z tego, że jest w jednym kawałku. Gładzę jej miękkie włosy, uśmiechając się jak głupi. Patrzę wgłąb sali. Skubana odłączyła się od aparatury?
— Nieładnie, księżniczko — szepczę jej do uszka.
Przykucam, jedną ręką łapiąc ją pod kolanami, drugą otulam plecy. Podnoszę dziewczynę, pomimo jej okrzyku zdziwienia.
— C... LEON! — Śmieje się.
— Nie znam żadnego Cleona, gdzie jest? Chcę go poznać! — Droczę się z nią, teatralnie obracając w prawo, w lewo, by odnaleźć tego ktośka. — Hm... Nigdzie go nie ma. Szkoda. Chciałbym wiedzieć, kto jest moją konkurencją... — Udaję zawiedzionego.
Podchodzę do łóżka, kładąc na nim Norweżkę. Lekarz chyba już od dłuższego czasu patrzy się na mnie i nią jak na debili. No cóż, uroki młodości- trzeba szaleć, co nie?
[Seph?]
22 listopada 2016
Od Sephriny Cd. Leona
Kobieta stała nade mną, wymawiając jakieś słowa, jednak nie za bardzo mogłam ją zrozumieć. Mruknęłam cicho na znak, że nie rozumiem co mówi. Zbliżyła się wtedy do mnie, zadając pytanie na ucho:
- Pokaż co boli najbardziej.
Wtedy poruszyłam lekko dłonią, czując jak przeszywający ból zawładnął całym moim ciałem. Spod moich oczu popłynęły łzy, samoistnie... Podniosłam delikatnie głowę, chcąc zobaczyć co się stało z moją dłonią, lecz to co ujrzałam zmusiło mnie do opuszczenia głowy, uprzedzonego cichym piskiem. Szkło przebiło mi środek dłoni, a całe przedramię było w potwornym stanie, od oparzenia się dziwną substancją.
Jeden z ratowników zrobił mi zastrzyk, w tym samym momencie gdy ja szukałam na około znajomej mi twarzy. Szukałam osoby która mnie uratowała, która przyszła po mnie, narażając własne życie. Szukałam chłopaka...:
- Leon... - szepnęłam, czując jak powieki stają się coraz cięższe.
Grubsza kobieta, najpewniej kierownik operacji, spojrzała na mnie pytająco.
- Gdzie on jest...? - dodałam, zamykając oczy.
- Wszystko będzie dobrze - odparła brunetka.
Ostatnim co usłyszałam było wycie syren, potem zapadła już tylko ciemność.
Nie miała ona końca, ale w pewnym momencie udało mi się dostrzec światło.
Moim oczom ukazała się szpitalna sala, wręcz za bardzo zaakcentowała białymi ścianami. Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając mój aktualny stan. Szkło z mojej dłoni zostało usunięte,a ból tak jakby trochę ustąpił. Po chwili przed moim łóżkiem stanął uśmiechnięty od ucha do ucha lekarz, wysoki blondyn o wątłej budowie ciała.
- Witaj Sephrino - rzekł, ale skąd znał moje imię, musiał już ktoś tutaj być - lepiej się czujesz?
- Co się stało? Która jest godzina?
- Jakby ci to wytłumaczyć.... Jest godzina dziesiąta.
- Dziesiąta?! Przespałam cały dzień?
- Na to wygląda - zaśmiał się cicho.
Upadłam delikatnie na poduszki, nie spuszczając mężczyzny z oka.
- Usunęliśmy kawałek szkła z twojej twojej dłoni i pomagamy, zregenerować się przedramieniu. Najpewniej wyjdziesz dzisiaj wieczorem, ale na razie odpoczywaj.
- Dziękuję Panie doktorze - odparłam z lekkim uśmiechem.
- Poza tym ktoś chciał cię odwiedzić.
Popatrzyłam pytającym wzrokiem na mężczyznę, oddalającego się w stronę szklanych drzwi, za którymi zobaczyłam dwie, znajome mi twarze. Jedna należała do wicedyrektor Madeline Larro, natomiast druga.... Wyrwałam się z łóżka, odpinając cały sprzęt. Nie zwracałam uwagi na miny ludzi, ani na to jaka będzie reakcja lekarza. W tej chwili mało mnie to obchodziło.Chciałam tylko podziękować... Przyśpieszyłam, by po chwili rzucić się w ramiona chłopaka, tego który uratował mi wczoraj życie.
<Leonnn?>
- Pokaż co boli najbardziej.
Wtedy poruszyłam lekko dłonią, czując jak przeszywający ból zawładnął całym moim ciałem. Spod moich oczu popłynęły łzy, samoistnie... Podniosłam delikatnie głowę, chcąc zobaczyć co się stało z moją dłonią, lecz to co ujrzałam zmusiło mnie do opuszczenia głowy, uprzedzonego cichym piskiem. Szkło przebiło mi środek dłoni, a całe przedramię było w potwornym stanie, od oparzenia się dziwną substancją.
Jeden z ratowników zrobił mi zastrzyk, w tym samym momencie gdy ja szukałam na około znajomej mi twarzy. Szukałam osoby która mnie uratowała, która przyszła po mnie, narażając własne życie. Szukałam chłopaka...:
- Leon... - szepnęłam, czując jak powieki stają się coraz cięższe.
Grubsza kobieta, najpewniej kierownik operacji, spojrzała na mnie pytająco.
- Gdzie on jest...? - dodałam, zamykając oczy.
- Wszystko będzie dobrze - odparła brunetka.
Ostatnim co usłyszałam było wycie syren, potem zapadła już tylko ciemność.
Nie miała ona końca, ale w pewnym momencie udało mi się dostrzec światło.
Moim oczom ukazała się szpitalna sala, wręcz za bardzo zaakcentowała białymi ścianami. Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając mój aktualny stan. Szkło z mojej dłoni zostało usunięte,a ból tak jakby trochę ustąpił. Po chwili przed moim łóżkiem stanął uśmiechnięty od ucha do ucha lekarz, wysoki blondyn o wątłej budowie ciała.
- Witaj Sephrino - rzekł, ale skąd znał moje imię, musiał już ktoś tutaj być - lepiej się czujesz?
- Co się stało? Która jest godzina?
- Jakby ci to wytłumaczyć.... Jest godzina dziesiąta.
- Dziesiąta?! Przespałam cały dzień?
- Na to wygląda - zaśmiał się cicho.
Upadłam delikatnie na poduszki, nie spuszczając mężczyzny z oka.
- Usunęliśmy kawałek szkła z twojej twojej dłoni i pomagamy, zregenerować się przedramieniu. Najpewniej wyjdziesz dzisiaj wieczorem, ale na razie odpoczywaj.
- Dziękuję Panie doktorze - odparłam z lekkim uśmiechem.
- Poza tym ktoś chciał cię odwiedzić.
Popatrzyłam pytającym wzrokiem na mężczyznę, oddalającego się w stronę szklanych drzwi, za którymi zobaczyłam dwie, znajome mi twarze. Jedna należała do wicedyrektor Madeline Larro, natomiast druga.... Wyrwałam się z łóżka, odpinając cały sprzęt. Nie zwracałam uwagi na miny ludzi, ani na to jaka będzie reakcja lekarza. W tej chwili mało mnie to obchodziło.Chciałam tylko podziękować... Przyśpieszyłam, by po chwili rzucić się w ramiona chłopaka, tego który uratował mi wczoraj życie.
<Leonnn?>
15 listopada 2016
Od Leona - Cd. Sephriny
Dłonie ma lodowato zimne, a jednocześnie bije od niej gorąc. Nie chcę jej puszczać, oddać pod opiekę kogokolwiek innego, za bardzo się boję. Ale trzeba, tak będzie najlepiej dla niej i dla mnie. Pomimo sprzeciwów dziewczyny, oddaję ją w ręce strażaka, delikatnie, by nie wyrządzić jej krzywdy. Palce już nie zaciskają się na mojej kurtce, puszczają ją. Mężczyzna rusza w stronę najbliższej karetki, idę tuż obok niego, nie spuszczając Sephriny z oczu. Gładzę ją po miękkich włosach, nie zwracając uwagi na dorosłego pana i jego zbędne uwagi. Skupiam się tylko na niej, martwię się jak jasna cholera.
Znów ją przekazują. Patrzę, jak trafia do samochodu, wnoszona na noszach. Jednak grubsza kobieta nie pozwala mi nadal towarzyszyć. Klnę pod nosem, czując przejmującą bezsilność.
Patrzę, jak zamykają się drzwi.
Jak ambulans odjeżdża, nawet bez wstępnej oceny stanu Seph.
Jak znika za najbliższym zakrętem.
Jeśli będzie trzeba ustalę wszystko z dyrektorem i złożę wizytę w szpitalu, byleby tylko upewnić się, że jest otoczona odpowiednią opieką.
Serce kruszy i odpada kawałeczkami ze zmartwienia, przejęcia, bania się o drugą osobę.
Znów ją przekazują. Patrzę, jak trafia do samochodu, wnoszona na noszach. Jednak grubsza kobieta nie pozwala mi nadal towarzyszyć. Klnę pod nosem, czując przejmującą bezsilność.
Patrzę, jak zamykają się drzwi.
Jak ambulans odjeżdża, nawet bez wstępnej oceny stanu Seph.
Jak znika za najbliższym zakrętem.
Jeśli będzie trzeba ustalę wszystko z dyrektorem i złożę wizytę w szpitalu, byleby tylko upewnić się, że jest otoczona odpowiednią opieką.
Serce kruszy i odpada kawałeczkami ze zmartwienia, przejęcia, bania się o drugą osobę.
[Seph?]
Od Sephriny Cd. Leona
Poczułam jak cos unosi mnie ku górze, czy to już ta druga strona..? A może jednak ktoś ruszył mi z pomogą. Podniosłam powolnie prawą dłoń, chwytając przy tym kogoś za kurtkę. Wtedy usłyszałam głos, bardzo dobrze mi znany. Wołał o pomoc. Ścisnęłam materiał wtulając się delikatnie w tors chłopaka.
- Spokojnie... - szepnął, nie zwalniając kroku.
Jęknęłam cicho, gdyż tylko na tyle było mnie stać. Zapach spalenizny, powolnie zamieniał się w świeże powietrze. Usłyszałam jednak, że nie byliśmy tu sami. Czyjeś ciężkie buty, dawały dość duży pogłos.
- Co wy tu robicie?! - to był głos kogoś, kogo nie znałam, kogoś starszego - musimy was stąd wyprowadzić.
Słyszałam syreny pożarowe, policyjne, jak i te ratownicze. Z każdą z chwilą stawały sie coraz głośniejsze. Nagle jasne światło odbiło sie nawet w moich zamkniętych oczach. Usłyszałam przerażone krzyki dziewczyn, oraz nauczycieli.
- Zabieramy ja.
Poczułam, że zostaje przekazana komuś innemu. Złapałam się mocniej chłopaka, nie chcąc by ktos zrobił mi gorszą krzywdę.
- Nie... -jęknęłam, spoglądając na Leona błagalnym wzrokiem.
<Leo?>
- Spokojnie... - szepnął, nie zwalniając kroku.
Jęknęłam cicho, gdyż tylko na tyle było mnie stać. Zapach spalenizny, powolnie zamieniał się w świeże powietrze. Usłyszałam jednak, że nie byliśmy tu sami. Czyjeś ciężkie buty, dawały dość duży pogłos.
- Co wy tu robicie?! - to był głos kogoś, kogo nie znałam, kogoś starszego - musimy was stąd wyprowadzić.
Słyszałam syreny pożarowe, policyjne, jak i te ratownicze. Z każdą z chwilą stawały sie coraz głośniejsze. Nagle jasne światło odbiło sie nawet w moich zamkniętych oczach. Usłyszałam przerażone krzyki dziewczyn, oraz nauczycieli.
- Zabieramy ja.
Poczułam, że zostaje przekazana komuś innemu. Złapałam się mocniej chłopaka, nie chcąc by ktos zrobił mi gorszą krzywdę.
- Nie... -jęknęłam, spoglądając na Leona błagalnym wzrokiem.
<Leo?>
Od Leona - Cd. Sephriny
Dodatkowe zajęcia z języka ojczystego. Nauczycielka skrobie coś na tablicy, tłumacząc genezę polskiej mowy. Opieram policzek o dłoń, próbując skoncentrować się na polonistce i jej wykładach, co idzie mi z wielkim trudem. Mistrzem nie jestem i otwarcie o tym mówię. Tak wygląda cała lekcja dla jednej osoby. Profesor gada, a ja udaję, że słucham. Robię to tylko ze względu na mamę i jej prośbę o kontynuowanie programu z Polski. Żebym nie zapomniał, jak się mówi w ojczystym języku. Wszystko przerywa głośny huk i lekkie trzęsienie sali. Zagarniam wszystkie swoje rzeczy do plecaka i idę za nauczycielką, standardowa procedura. Gdy zamykam za sobą drzwi- rozlega się donośny alarm. Na korytarzu czuć dym, swąd spalenizny. Przykładam materiał mundurka do dolnej części twarzy, nie chcąc zatruć się szkodliwymi substancjami. Jednocześnie widzę jego źródło, którym jest sala chemiczna. Tłum wydostaje się z niej, obserwuję każdą osobę, po kolei i nigdzie nie widzę znajomej czupryny.
Przestaję myśleć, zaczynam działać automatycznie, jak zaprogramowana maszyna. Odłączam się od profesor, nie zważając na jej krzyki i upominania. Wbiegam do laboratorium, od razu krztusząc się wręcz czarnym dymem. Jest gorąco jak w piekle, ogień syczy, zajmuje coraz więcej miejsca. Rozglądam się nerwowo. Jakaś substancja wyżarła dziurę w ławce, skapując swobodnie na podłogę. Jeszcze raz przebiegam wzrokiem i udaje mi się ją zobaczyć. Leży, wygląda jakby była martwa. Szybkim krokiem pokonuję dzielącą nas odległość. Jedną rękę wsuwam pod jej plecy, drugą pod nogi i podnoszę. Cichutki jęk wydobywa się z jej ust, dodaje mi to nieco otuchy. Kieruję się do wyjścia, uważając, by nie urazić Sephriny.
Wychodzę.
Nie ma nikogo.
Mimo to krzyczę, wołam o pomoc.
Boże, oby wyszła z tego cało...
Przestaję myśleć, zaczynam działać automatycznie, jak zaprogramowana maszyna. Odłączam się od profesor, nie zważając na jej krzyki i upominania. Wbiegam do laboratorium, od razu krztusząc się wręcz czarnym dymem. Jest gorąco jak w piekle, ogień syczy, zajmuje coraz więcej miejsca. Rozglądam się nerwowo. Jakaś substancja wyżarła dziurę w ławce, skapując swobodnie na podłogę. Jeszcze raz przebiegam wzrokiem i udaje mi się ją zobaczyć. Leży, wygląda jakby była martwa. Szybkim krokiem pokonuję dzielącą nas odległość. Jedną rękę wsuwam pod jej plecy, drugą pod nogi i podnoszę. Cichutki jęk wydobywa się z jej ust, dodaje mi to nieco otuchy. Kieruję się do wyjścia, uważając, by nie urazić Sephriny.
Wychodzę.
Nie ma nikogo.
Mimo to krzyczę, wołam o pomoc.
Boże, oby wyszła z tego cało...
[Seph?]
Od Sephriny Cd. Leon'a
Zaśmiałam się cicho pod nosem, uciekając wzrokiem od chłopaka. Czy spojrzałam źle? A może jednak powinnam patrzeć dalej.... Nie wiem sama. Spojrzałam na zegar, który wisiał na końcu korytarza. Wskazywał on 14:30. Za dziesięć minut więc dzwonek, na lekcję chemii. Nie przepadałam za tym przedmiotem, nie miałam więc nawet ochoty opuścić towarzystwa Leona, ale obowiązki to obowiązki...
- Muszę iść, zaraz lekcja... - szepnęłam, wstając powoli - a muszę jeszcze wszystko odnieść.
- Odprowadzić cię? - zapytał spokojnie.
- To miłe...
Rudowłosy młodzieniec, wziął ode mnie plecak, kierując się szybkim krokiem w stronę internatu. Biegłam za nim., na prawdę biegłam, szedł za szybko.
- Leon! - wyjąkałam, będąc już koło niego - zwolnij....
- Jeju przepraszam!
Ten od razu zwolnił, idąc obok mnie, dużo wolniejszym tempem. Nie zorientowałam się nawet kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, kwiaty stały w wazonie obok mojego łóżka, oraz jak szybko przepakowałam plecak. Rozmawialiśmy praktycznie cały czas, uśmiechając się do siebie raz po raz. Dziwnie się wtedy czułam, nie byłam do tego przyzwyczajona. Nie byłam przyzwyczajona, aż do takiej uprzejmości.
Odprowadził mnie pod salę, za co podziękowałam mu szczerym uściskiem. Tak po prostu, byłam mu wdzięczna za to co dzisiaj zrobił. Mimo, że rozmawiamy od godziny, czułam jakbym znała go całe życie. Odszedł niechętnie, mając pewność, że weszłam do pracowni.
Lekcja miała przebiegać spokojnie, bez najmniejszych incydentów, jednak gdy doszło do eksperymentów, miało to okropny koniec. Staliśmy w trzy osoby, nad jedną ze zlewek w której znajdował się jakiś kwas, lub coś podobnego. Jeden błąd, zasłonięcie przyjaciółki od wybuchu, to było automatyczne. Widziałam jak zapałka powolnie wpada do naczynia, przez co stanęłam przed brunetką, zasłaniając twarz ręką. Usłyszałam tylko jeden wielki huk, oraz poczułam jak coś parzy mnie w rękę. Niby małe doświadczenie, a siła wybuchu była tak duża, że odrzuciło mnie na parę metrów w bok, w róg sali. Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, czułam tylko dym, oraz pieczenie lewego przedramienia. W tym samym momencie gdy rozbrzmiał alarm przeciwpożarowy, udało mi się otworzyć oczy. Po drugiej stronie sali powolnie rozprzestrzeniał się ogień, a ja byłam zbyt ogłuszona by cokolwiek zrobić. Nie było już nikogo, byłam zdana sama na siebie. Może uznali, że już nie żyję, albo w ogóle mnie nie zauważyli. Byłam przerażona, panicznie bałam się takich sytuacji, mimo to nie chciałam się poddawać. Złapałam się pierwszej lepszej rzeczy, która leżała wyżej niż moja głowa, ręka jednak bolała niemiłosiernie, tak jak całe moje ciało. Było to jakieś szkło, gdyż powolnie ześlizgiwałam się w dół. Naczynie upadło razem ze mną. Zamknęłam oczy, zakrywając jedynie nos bluzką, by więcej czarnego pyłu nie wdarło się do mojego ciała.
<Leon? My hero XD>
- Muszę iść, zaraz lekcja... - szepnęłam, wstając powoli - a muszę jeszcze wszystko odnieść.
- Odprowadzić cię? - zapytał spokojnie.
- To miłe...
Rudowłosy młodzieniec, wziął ode mnie plecak, kierując się szybkim krokiem w stronę internatu. Biegłam za nim., na prawdę biegłam, szedł za szybko.
- Leon! - wyjąkałam, będąc już koło niego - zwolnij....
- Jeju przepraszam!
Ten od razu zwolnił, idąc obok mnie, dużo wolniejszym tempem. Nie zorientowałam się nawet kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, kwiaty stały w wazonie obok mojego łóżka, oraz jak szybko przepakowałam plecak. Rozmawialiśmy praktycznie cały czas, uśmiechając się do siebie raz po raz. Dziwnie się wtedy czułam, nie byłam do tego przyzwyczajona. Nie byłam przyzwyczajona, aż do takiej uprzejmości.
Odprowadził mnie pod salę, za co podziękowałam mu szczerym uściskiem. Tak po prostu, byłam mu wdzięczna za to co dzisiaj zrobił. Mimo, że rozmawiamy od godziny, czułam jakbym znała go całe życie. Odszedł niechętnie, mając pewność, że weszłam do pracowni.
Lekcja miała przebiegać spokojnie, bez najmniejszych incydentów, jednak gdy doszło do eksperymentów, miało to okropny koniec. Staliśmy w trzy osoby, nad jedną ze zlewek w której znajdował się jakiś kwas, lub coś podobnego. Jeden błąd, zasłonięcie przyjaciółki od wybuchu, to było automatyczne. Widziałam jak zapałka powolnie wpada do naczynia, przez co stanęłam przed brunetką, zasłaniając twarz ręką. Usłyszałam tylko jeden wielki huk, oraz poczułam jak coś parzy mnie w rękę. Niby małe doświadczenie, a siła wybuchu była tak duża, że odrzuciło mnie na parę metrów w bok, w róg sali. Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, czułam tylko dym, oraz pieczenie lewego przedramienia. W tym samym momencie gdy rozbrzmiał alarm przeciwpożarowy, udało mi się otworzyć oczy. Po drugiej stronie sali powolnie rozprzestrzeniał się ogień, a ja byłam zbyt ogłuszona by cokolwiek zrobić. Nie było już nikogo, byłam zdana sama na siebie. Może uznali, że już nie żyję, albo w ogóle mnie nie zauważyli. Byłam przerażona, panicznie bałam się takich sytuacji, mimo to nie chciałam się poddawać. Złapałam się pierwszej lepszej rzeczy, która leżała wyżej niż moja głowa, ręka jednak bolała niemiłosiernie, tak jak całe moje ciało. Było to jakieś szkło, gdyż powolnie ześlizgiwałam się w dół. Naczynie upadło razem ze mną. Zamknęłam oczy, zakrywając jedynie nos bluzką, by więcej czarnego pyłu nie wdarło się do mojego ciała.
<Leon? My hero XD>
14 listopada 2016
Od Leona - Cd. Sephriny
Powietrze jest wręcz przesycone zapachem kwiatów, które pomieszały się z tym dziewczyny. Perfumy? Jeśli tak, to są nieco zbyt słodkawe. Jeśli nie- dama bardzo przyjemnie pachnie. Spoglądam na jej delikatną dłoń, tak różną od mojej naznaczonej kilkoma bliznami. Pyta o kwiaty, a ja nie wiem, co miałbym odpowiedzieć. Interesuję się tobą? Kocham cię od dawien dawna? Przestraszyłaby się, najpewniej. Z drugiej strony kłamstwo nie miałoby żadnego logicznego sensu, wyrobiłaby sobie o mnie niezbyt pochlebną opinię.
Unoszę kąciki ust w nieco niesfornym uśmiechu. Zapewne nadaje mi on wygląd miejskiego cwaniaczka, za co przeklinam samego siebie. I za to, że nie mogę wydusić z siebie ani słowa. Krępuję się przy niej, co nie jest do mnie podobne. Wzdycham, zbierając się w sobie. Nie mogę wypalić jej z wyznaniem uczuć, wzięłaby mnie za dziwaka. Nareszcie jej odpowiadam, tonem godnym pożałowania. Od kiedy stałem się taki miękki?
— Podpytałem niektórych. Wiesz, taki ktoś jak ja zawsze znajdzie sposób na zdobycie informacji.
Jej spojrzenie rozbraja mnie do końca. Oczy potrafią wyrazić więcej, niż zwykłe słowa.
— Nie patrz się na mnie, jak na UFO! — Śmieję się cicho.
Unoszę kąciki ust w nieco niesfornym uśmiechu. Zapewne nadaje mi on wygląd miejskiego cwaniaczka, za co przeklinam samego siebie. I za to, że nie mogę wydusić z siebie ani słowa. Krępuję się przy niej, co nie jest do mnie podobne. Wzdycham, zbierając się w sobie. Nie mogę wypalić jej z wyznaniem uczuć, wzięłaby mnie za dziwaka. Nareszcie jej odpowiadam, tonem godnym pożałowania. Od kiedy stałem się taki miękki?
— Podpytałem niektórych. Wiesz, taki ktoś jak ja zawsze znajdzie sposób na zdobycie informacji.
Jej spojrzenie rozbraja mnie do końca. Oczy potrafią wyrazić więcej, niż zwykłe słowa.
— Nie patrz się na mnie, jak na UFO! — Śmieję się cicho.
[Seph?]
13 listopada 2016
Od Sephriny Cd. Leona
Złapałam chłopaka pod ramię, odciągając od środka korytarza. Zajeliśmy miejsce na jednej z najbliższych ławek, co nie powiem, było dla mnie nie małym wyzwaniem. Leon, bo tak miał na imię rudzielec, stawiał duży opór.
- Tak samo niczym się nie wyróżniam z tłumu.... A raczej jestem osobą której nikt nie zauważa - szepnęłam, wąchając przy tym podobnie kwiaty dla uspokojenia - jesteś jedyną osobą, która jako pierwsza zrobiła coś z własnej inicjatywy, dla mnie....
Czułam, jak patrzył na mnie zaskoczony. Taka jednak była prawda. Ludzie się mnie bali, bali się tego, że uważam się za lepszą. Podniosłam głowę, chcąc spojrzeć w oczy szesnastolatkowi. Skąd to wszystko o nim wiedziałam? Wiem wiele rzeczy o wszystkich, mimo, że oni mnie nie znają. Uciekał ode mnie wzrokiem, czego miałam po chwili dość.
Zamknęłam oczy, znowu oddając się zapachowi, który delikatnie drażnił moje nozdrza. Ścisnęłam delikatnie dłoń młodzieńca, która spokojnie spoczywała na niego kolanie.
- Leon... Skąd wiedziałeś..? - szepnęłam, zatapiając nos w bukiecie.
<Leon?>
- Tak samo niczym się nie wyróżniam z tłumu.... A raczej jestem osobą której nikt nie zauważa - szepnęłam, wąchając przy tym podobnie kwiaty dla uspokojenia - jesteś jedyną osobą, która jako pierwsza zrobiła coś z własnej inicjatywy, dla mnie....
Czułam, jak patrzył na mnie zaskoczony. Taka jednak była prawda. Ludzie się mnie bali, bali się tego, że uważam się za lepszą. Podniosłam głowę, chcąc spojrzeć w oczy szesnastolatkowi. Skąd to wszystko o nim wiedziałam? Wiem wiele rzeczy o wszystkich, mimo, że oni mnie nie znają. Uciekał ode mnie wzrokiem, czego miałam po chwili dość.
Zamknęłam oczy, znowu oddając się zapachowi, który delikatnie drażnił moje nozdrza. Ścisnęłam delikatnie dłoń młodzieńca, która spokojnie spoczywała na niego kolanie.
- Leon... Skąd wiedziałeś..? - szepnęłam, zatapiając nos w bukiecie.
<Leon?>
Od Leona - Cd. Sephriny
Coś miękkiego zasłania mi oczy. Ktoś, do kogo należą drobne dłonie nie pozwala mi na wykonanie ani jednego kroku. Gdzieś obok atakuje mnie zapach świeżo ściętych kwiatów. Zza moich pleców dobiega głos. Dźwięczny. Delikatny. Kobiecy. Chciałbym się odwrócić, odzyskać panowanie nad własnym ciałem, a zamiast tego stoję jak słup soli.
Niepewność.
Wahanie.
To wszystko wierci mi dziurę w brzuchu. Dlaczego tak zareagowała, zatrzymała mnie, jakbym był kimś ważnym? Przecież jestem tylko głupio zakochanym chłopakiem, zaś ona obiektem westchnień. Ideałem nad ideałami, jedyną, która wyróżnia się w tłumie i budzi podziw, pożądanie u wielu. Przyczepiła się właśnie do mnie, choć nie zasłużyłem na przywilej choćby przebywania w jej towarzystwie, nie puszcza. Czuję jej gorący oddech, przebija się przez barierę koszulki, muskając i tak rozpaloną skórę. Ta dziewczyna wywołuje u mnie tyle sprzecznych ze sobą uczuć, emocji. Zauroczyłem się w niej od pierwszego dnia, w którym ją zobaczyłem. Teraz... Nie wiem czy to nadal to, czy może już miłość. Stoję na krawędzi przepaści, z której mogę w każdej chwili spaść lub przeskoczyć z drobną pomocą tych delikatnych dłoni, które nadal dotykają mojej twarzy. Bije od nich chłód, tak pasujący do aury roztaczanej przez ich właścicielkę. A jednak w rzeczywistości wydaje się inna, taka drobna i delikatna. Opuszkami dotykam jej palców, przejeżdżam po nich tak lekko, jak tylko potrafię. Zakrywam jej ręce, niechętnie odsuwając te od oczu.
— Dlaczego? — pytam, łaknąc odpowiedzi. — Dlaczego...?
Odwracam się, patrząc na jej idealną twarz.
— Zatrzymałaś mnie, choć... niczym się nie wyróżniam...
Niepewność.
Wahanie.
To wszystko wierci mi dziurę w brzuchu. Dlaczego tak zareagowała, zatrzymała mnie, jakbym był kimś ważnym? Przecież jestem tylko głupio zakochanym chłopakiem, zaś ona obiektem westchnień. Ideałem nad ideałami, jedyną, która wyróżnia się w tłumie i budzi podziw, pożądanie u wielu. Przyczepiła się właśnie do mnie, choć nie zasłużyłem na przywilej choćby przebywania w jej towarzystwie, nie puszcza. Czuję jej gorący oddech, przebija się przez barierę koszulki, muskając i tak rozpaloną skórę. Ta dziewczyna wywołuje u mnie tyle sprzecznych ze sobą uczuć, emocji. Zauroczyłem się w niej od pierwszego dnia, w którym ją zobaczyłem. Teraz... Nie wiem czy to nadal to, czy może już miłość. Stoję na krawędzi przepaści, z której mogę w każdej chwili spaść lub przeskoczyć z drobną pomocą tych delikatnych dłoni, które nadal dotykają mojej twarzy. Bije od nich chłód, tak pasujący do aury roztaczanej przez ich właścicielkę. A jednak w rzeczywistości wydaje się inna, taka drobna i delikatna. Opuszkami dotykam jej palców, przejeżdżam po nich tak lekko, jak tylko potrafię. Zakrywam jej ręce, niechętnie odsuwając te od oczu.
— Dlaczego? — pytam, łaknąc odpowiedzi. — Dlaczego...?
Odwracam się, patrząc na jej idealną twarz.
— Zatrzymałaś mnie, choć... niczym się nie wyróżniam...
[ Seph?]
Od Sephriny Cd. Leon'a
Poczułam jak czyjaś ręka chroni mnie przed upadkiem na zimną posadzkę. Objęłam ową osobę chcąc poczuć się pewniej, oraz uspokoić łomoczące serce. Otworzyłam powolnie oczy, którym ukazała się zawstydzona twarz pewnego chłopaka o rudawych włosach. Wymawiał szybko słowa przeprosin, obwiniając o całą sytuację tylko siebie.
- Ja też powinnam przeprosić, nic się nie stało - odpowiedziałam szeptem, uśmiechając się do niego lekko.
Owy młodzieniec postawił mnie delikatnie na ziemi, odkładając coś powolnie na stolik za nim. Chciałam zajrzeć przez jego ramię, by ujrzeć co tam chował lecz był o wiele wyższy, przez co moje próby były daremne.
Uśmiechnął się delikatnie i odszedł, znikając w tłumie ludzi. Rozglądałam się za nim chwilę, jednak mój wzrok skupiły kwiaty, te które zawsze gościły w moim życiu. Chwyciłam delikatnie bukiet, wąchając niewielkie pąki.
- Moje ulubione... - szepnęłam sama do siebie - skąd on....
Zamknęłam oczy, zmuszając się do cofnięcia w czasie. Do tych wspomnień, gdy razem z babcią przebywałam na kolorowej polanie, w czasach gdy wszystko było takie spokojne i poukładane. W czasach dzieciństwa.... Spojrzałam jeszcze raz na "cud natury" zauważając drobną karteczkę z napisem " Dla najwspanialszej damy pod słońcem. ". Uśmiechnęłam się czytając treść, czując jego wzrok. Wiedziałam, że gdzieś tutaj jest, że patrzy, że boi się mojej reakcji. Moje serce się uradowało, wiedząc, że ktoś na tym świecie jednak mnie zauważył i ktoś się mną przejmuję. Były od niego... Ten miły gest... Muszę go znaleźć.
Wtedy właśnie mignęła mi w oddali ruda czupryna. Złapałam to co moje i rzuciłam się pędem za obiektem który darzył mnie uczuciem. Udało mi się go dogonić, lecz on mnie nie widział. Wykorzystałam sytuację... Podbiegłam do niego od tyłu i stając na palcach zakryłam mu oczy.
-Zgaduj kto - szepnęłam, chowając zawstydzona twarz w jego plecy.
<Leon? Wena mnie dopadła~ >
- Ja też powinnam przeprosić, nic się nie stało - odpowiedziałam szeptem, uśmiechając się do niego lekko.
Owy młodzieniec postawił mnie delikatnie na ziemi, odkładając coś powolnie na stolik za nim. Chciałam zajrzeć przez jego ramię, by ujrzeć co tam chował lecz był o wiele wyższy, przez co moje próby były daremne.
Uśmiechnął się delikatnie i odszedł, znikając w tłumie ludzi. Rozglądałam się za nim chwilę, jednak mój wzrok skupiły kwiaty, te które zawsze gościły w moim życiu. Chwyciłam delikatnie bukiet, wąchając niewielkie pąki.
- Moje ulubione... - szepnęłam sama do siebie - skąd on....
Zamknęłam oczy, zmuszając się do cofnięcia w czasie. Do tych wspomnień, gdy razem z babcią przebywałam na kolorowej polanie, w czasach gdy wszystko było takie spokojne i poukładane. W czasach dzieciństwa.... Spojrzałam jeszcze raz na "cud natury" zauważając drobną karteczkę z napisem " Dla najwspanialszej damy pod słońcem. ". Uśmiechnęłam się czytając treść, czując jego wzrok. Wiedziałam, że gdzieś tutaj jest, że patrzy, że boi się mojej reakcji. Moje serce się uradowało, wiedząc, że ktoś na tym świecie jednak mnie zauważył i ktoś się mną przejmuję. Były od niego... Ten miły gest... Muszę go znaleźć.
Wtedy właśnie mignęła mi w oddali ruda czupryna. Złapałam to co moje i rzuciłam się pędem za obiektem który darzył mnie uczuciem. Udało mi się go dogonić, lecz on mnie nie widział. Wykorzystałam sytuację... Podbiegłam do niego od tyłu i stając na palcach zakryłam mu oczy.
-Zgaduj kto - szepnęłam, chowając zawstydzona twarz w jego plecy.
<Leon? Wena mnie dopadła~ >
Od Leona
Ten dzień był taki... no co najmniej dziwny. Moja nie kochana współlokatorka zdążyła wgryźć mi się w rękę już ze dwa razy. Jak stwierdziła- podobno ją podglądałem. Kij z tym, że sama nie zamknęła pokoju i nie powiedziała, że się przebierała.
A teraz siedzę jak imbecyl na tej świetlicy i obserwuję przechodzące obok osoby. Ostatnio przyłapałem się na czekaniu. Sam nie wiem na co lub kogo. To znaczy... Rozglądam się po pomieszczeniu, przebiegam wzrokiem po kilkunastu twarzach, każdej tak różnej od następnej. I czuję, że czegoś mi brakuje. Jednej tylko osoby, dla której nadal tu siedzę. Która kilka tygodni temu nieświadomie wzięła w posiadanie moje serce. Która nawet nie wie, że istnieję. Zupełnie jak w jakiejś komedii romantycznej o życiowej spierdolinie chcącej stać się KIMŚ. Ale jak wiadomo rudy przyjaciół nie ma, a co dopiero dziewczyny. Sam, przy stoliku najbardziej oddalonym od reszty, sławnym Czarnym Rynkiem internatu. Za plecami trzymam bukiet pełen naparstnic białych, naznaczonych ciemnoczerwonymi plamkami, hiacyntów o barwie nieba, . Norweskie kwiaty. Norweskie kwiaty dla norweskiej damy.
Nie zechce mnie.
Nie odważę się.
Nawet na mnie nie spojrzy.
Jestem taki głupi, taki szalony...
Uśmiecham się pod nosem, na myśl o tym, jak żałosne są moje obawy. Ojciec sprałby mnie za takie coś, za to co teraz robię. Karteczki samoprzylepne już leżą na stole, kreślę na nich anonimowe wyznanie uczuć. Przyklejam zapisaną na folię, którą otoczone są kwiaty. Zostawiam je, przynajmniej tak było w założeniu. W praktyce nie przewidziałem tego, że wejdzie na świetlicę akurat w momencie, kiedy odkładam ten niecodzienny prezent. Orientuję się o jej obecności dopiero wtedy, kiedy słyszę ten delikatny głos. Prostuję się gwałtownie, niechcący popychając ową istotkę. O MÓJ DROGI JEZUNIU, ALE WTOPA! Łapię ją w ostatniej chwili, oplatając ręką w talii, drugą chwytając szybujący bukiet. Chyba palę buraka, stając się rudym razy tysiąc. Oddech mi przyspiesza, kiedy tylko widzę jej zaskoczoną twarz prawie przy swojej.
Niezręcznie.
— J-ja... O MATKO! — Głośno przełykam ślinę. — Bardzo cie przepraszam!
[Seph? Hy hy... Wtopa za wtopą.]
Subskrybuj:
Posty (Atom)