GODNOŚĆ: Akane Suzuruya
PSEUDONIM: Akane-chan, Aki, Suzu
ROLA: Diabeł
WIEK: 16 lat
PŁEĆ: Kobieta
POCHODZENIE: Włochy
ORIENTACJA: Heteroseksualny
ZAUROCZENIE: Niestety nikt nie pokochał jej i jej dziwactw...
CHARAKTER: Ta dziewczyna ma swój własny świat od którego nie chce się oderwać. A jak się już oderwie to ta osoba musiała ją zainteresować. Akane jest miłą i przyjacielską dziewczyną. Ta dziewczyna należy do dziewczyn, które cały czas się uśmiechają pomimo tego, że jest diabłem. A kto powiedział, że diabły nie mogą być miłe i się uśmiechać. Gdy coś się jej nie podoba podchodzi do tej osoby i wali prosto z mostu. Kocha się bawić z innymi jak i pomagać. W dodatku wplątuje się często w kłopoty. Często buja w obłokach przez co zwiększają się jej kłopoty. Smutki i złość odstawia na bok, zupełnie tak samo jak jej kłopoty. Zawsze stawia na pierwszym miejscu osoby którym zaufała, obiecała lub na osoba na których jej bardzo zależy. Jednak to czego by nie zrobiła to by się nie kłóciła. Stara się uciekać i nie stawać po czyjejś stronie. W takie sprawy nie miesza się i unika ich. Zawsze podejmie się jakiegoś wyzwania. Co prawda Akane jest rozsądna, ale popełnia czasami bezmyślne błędy, z czego są czasami dość poważne konsekwencje. Troskliwa o wszystko i wszystkich. Nie zostawi nikogo w potrzebie. Jeżeli ma złe dni to potrafi być złośliwa i bezczelna, ale próbuje nad tym panować. Słabym punktem Akane jest jej upierdliwość i dążenie do tego co sobie postanowi.
UMIEJĘTNOŚCI:
- perkusja to jej życie i nie potrafi się z nią rozstać podobnie jak i ze słuchawkami.
- śpiewać potrafi, jednak nie umie zaśpiewać przy kimś
- interesuje się astronomią
- sztuki walki i samoobrony to jej mocna strona, pomimo tego że na to nie wygląda
- zna cztery języki i uczy się ich więcej
O POSTACI:
Lubi: - jak ktoś głaszcze ją po głowie | - wszystkie słodkie zwierzaczki | -
Nie lubi: - gdy ktoś nazywa ją małą | - ciągnie za włosy
INNE:
- Mierzy około 168 centymetrów
- boi się panicznie burzy
- uwielbia gotować, a najbardziej piec
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum. Pokaż wszystkie posty
6 listopada 2016
1 listopada 2016
Od Judy cd Raiden'a
Jak to mam w swoim zwyczaju, chciałam poznać nowego ucznia. On oczywiście widocznie nie miał na to ochoty. Odparł tylko, że ma siostrę, po czym odszedł z wymówką, że musi iść na lekcję. Jakoś w to wątpiłam i to bardzo, ale co ja będę dociekać prawy? Skoro ne chcę, to nie będę natrętna.
On ruszył w swoją stronę, a ja w swoją. Rainden kierował się do uczelni, a ja na miasto.
Krok za krokiem. Drugi, piąty, dziesiąty. Rozglądałam się wokół, przyglądając się ludziom. Wszyscy byli całkowicie inni. Nie mówię tu tylko o wyglądzie, bo trafiłam także na dwie bliźniaczki, które były słodkimi siedmiolatkami. Chodziło mi o ich nastawienie do świata. Inni się cieszyli, że wiedzieli swoim znajomych, albo ktoś zrobił coś głupiego, czy opowiedział żart. Dzieciaki albo biegały radośnie z rówieśnikami, albo szły z ponurymi minami trzymając ręce rodziców. Nawet zwierzaki były inne. Albo szły posłusznie przy nodze pana, albo biegały, latały radośnie, obwąchując wszystko i chcąc wszystko oznaczyć, niestety nie mogli tego.
Znalazłam się w centrum miasta. Sklepy odzieżowe, kina, galerie, różne fast foody, salony gier, kawiarnie, bary, kręgielnie i sama nie wiem co jeszcze. Ja wybrałam się do kawiarni, gdzie zamówiłam kawę. A nawet przypadkowo poznałam jakąś dziewczynę, która wystawił chłopak. Szybko znalazłyśmy wspólny temat do rozmów, aż w końcu ona zapomniała o swoim problemie. W końcu obydwie musiałyśmy się zwijać do siebie, bo robiło się późno. Co zabawniejsze, nie poznałam jej imienia.
<Raiden? Wybacz, że musiałeś czekać>
On ruszył w swoją stronę, a ja w swoją. Rainden kierował się do uczelni, a ja na miasto.
Krok za krokiem. Drugi, piąty, dziesiąty. Rozglądałam się wokół, przyglądając się ludziom. Wszyscy byli całkowicie inni. Nie mówię tu tylko o wyglądzie, bo trafiłam także na dwie bliźniaczki, które były słodkimi siedmiolatkami. Chodziło mi o ich nastawienie do świata. Inni się cieszyli, że wiedzieli swoim znajomych, albo ktoś zrobił coś głupiego, czy opowiedział żart. Dzieciaki albo biegały radośnie z rówieśnikami, albo szły z ponurymi minami trzymając ręce rodziców. Nawet zwierzaki były inne. Albo szły posłusznie przy nodze pana, albo biegały, latały radośnie, obwąchując wszystko i chcąc wszystko oznaczyć, niestety nie mogli tego.
Znalazłam się w centrum miasta. Sklepy odzieżowe, kina, galerie, różne fast foody, salony gier, kawiarnie, bary, kręgielnie i sama nie wiem co jeszcze. Ja wybrałam się do kawiarni, gdzie zamówiłam kawę. A nawet przypadkowo poznałam jakąś dziewczynę, która wystawił chłopak. Szybko znalazłyśmy wspólny temat do rozmów, aż w końcu ona zapomniała o swoim problemie. W końcu obydwie musiałyśmy się zwijać do siebie, bo robiło się późno. Co zabawniejsze, nie poznałam jej imienia.
<Raiden? Wybacz, że musiałeś czekać>
23 października 2016
Od Judy do Raiden'a
Szłam przez korytarz pełnym innych uczniów. Wszyscy siedzieli na ławkach, anioły z aniołami, demony z demonami. Niektórzy byli samotni, a inni nawet pomieszani. Gdy tak patrzyłam na uśmiechy innych, śmiechy i rozmowy miło mi się robiło na sercu. Uwielbiałam takie radosne widoki.
Właśnie skończyłam lekcje i mogłam wracać do siebie. Odniosłam tylko plecak do pokoju i wyszłam na zewnątrz, zostawiając wszystko za sobą. Kluczyk, telefon i portfel trzymałam w kieszeni jeansowych spodni. Poczułam zimny wiatr, który porywał moje niebieskie włosy i fioletową koszulkę z czarnym obrazkiem psa w bucie. Włożyłam ręce do kieszeni i szłam przed siebie. Wzięłam głęboki wdech i poczułam świeże powietrze w płucach. Uśmiechnęłam się, bo dzień zapowiadał się na prawdę wspaniale. Zamknęłam oczy i szłam przed siebie, aż nagle nie uderzyłam w coś, a raczej w kogoś. Szybko otworzyłam oczy stwierdzając, że to był zły pomysł, chodzenia na ślepo. Przede mną pokazał się jakiś starszy chłopak, ode mnie wyższy. Uśmiechnęłam się nie pewnie. I zadarłam nieco głowę do góry
- Wybacz. Sądziłam, że będę tutaj sama - oświadczyłam rozglądając się po ogrodzie. Nikogo tutaj nie było, oprócz mnie i tego nieznajomego jegomościa. Dziwiłam się, że kogoś tutaj znajdę. Inni mają jeszcze lekcję, a tak czy siak mało tutaj osób przychodziło.
< Raiden? Wybacz za to coś >.< >
Przypominam o dopisywaniu etykietek (tytułów opek) przy wysyłaniu!
Właśnie skończyłam lekcje i mogłam wracać do siebie. Odniosłam tylko plecak do pokoju i wyszłam na zewnątrz, zostawiając wszystko za sobą. Kluczyk, telefon i portfel trzymałam w kieszeni jeansowych spodni. Poczułam zimny wiatr, który porywał moje niebieskie włosy i fioletową koszulkę z czarnym obrazkiem psa w bucie. Włożyłam ręce do kieszeni i szłam przed siebie. Wzięłam głęboki wdech i poczułam świeże powietrze w płucach. Uśmiechnęłam się, bo dzień zapowiadał się na prawdę wspaniale. Zamknęłam oczy i szłam przed siebie, aż nagle nie uderzyłam w coś, a raczej w kogoś. Szybko otworzyłam oczy stwierdzając, że to był zły pomysł, chodzenia na ślepo. Przede mną pokazał się jakiś starszy chłopak, ode mnie wyższy. Uśmiechnęłam się nie pewnie. I zadarłam nieco głowę do góry
- Wybacz. Sądziłam, że będę tutaj sama - oświadczyłam rozglądając się po ogrodzie. Nikogo tutaj nie było, oprócz mnie i tego nieznajomego jegomościa. Dziwiłam się, że kogoś tutaj znajdę. Inni mają jeszcze lekcję, a tak czy siak mało tutaj osób przychodziło.
< Raiden? Wybacz za to coś >.< >
Przypominam o dopisywaniu etykietek (tytułów opek) przy wysyłaniu!
Od Judy cd Reya
Postanowiłam nie rozmyślać dłużej nad rozważaniem tej dziwnej zagadki. Westchnęłam tylko zrezygnowana i spojrzałam na niego spokojnie.
- Dam sobie z tym spokój - odparłam.
- Na razie jest dobrze - stwierdził Rey, a ja przytaknęłam.
- Jak będę miała jakieś siniaki, albo nabawię się jakiejś choroby, to wznowię to śledztwo - stwierdziłam na głos.
Bo w sumie co ja mogłam robić poprzedniej nocy? Była możliwość, że poszłam do baru z jakimś człowiekiem, gdzie mogłam się upić. Ale potem? Może próbowałam dojść do swojego pokoju, ale przed samym jego końcem nie dałam jednak rady? Eh... w mojej głowie istniało na prawdę wiele możliwości, ale wątpiłam, że któraś z nich jest w ogóle sensowna.
- Jak coś mogę ci pomóc - zaproponował, co z jego strony było miłe.
- Dzięki, przydałaby się pomoc - odparłam. - Ale w chwili obecnej co powiesz na... kawę? - zaproponowałam.
- Nie ma problemu - odparł. - Ale jak coś, ja pije jedynie moją wodę - wyjął z plecaka wodę w butelce. Nie co się zdziwiłam, ale nie pytałam o żadne szczegóły.
- To może zajdziemy do mojego pokoju? - zmieniłam propozycję, na co przystał.
Weszliśmy po schodach i szliśmy wzdłuż korytarza dziewczyn, aż w końcu znalazłam odpowiednie drzwi. Wyszukałam w kieszeni kluczyków, a gdy je znalazłam i chciałam wcisnąć w dziurę, drzwi okazały się być otwarte. Nieco się zdziwiłam, ale nie sądziłam, że to mogło być oznaką czegokolwiek złego. Aż do chwili, w której razem z Rey'em weszliśmy do mieszkania. Wszystko było całkowicie zniszczone...
<Rey? Dam dam dam!!!>
- Dam sobie z tym spokój - odparłam.
- Na razie jest dobrze - stwierdził Rey, a ja przytaknęłam.
- Jak będę miała jakieś siniaki, albo nabawię się jakiejś choroby, to wznowię to śledztwo - stwierdziłam na głos.
Bo w sumie co ja mogłam robić poprzedniej nocy? Była możliwość, że poszłam do baru z jakimś człowiekiem, gdzie mogłam się upić. Ale potem? Może próbowałam dojść do swojego pokoju, ale przed samym jego końcem nie dałam jednak rady? Eh... w mojej głowie istniało na prawdę wiele możliwości, ale wątpiłam, że któraś z nich jest w ogóle sensowna.
- Jak coś mogę ci pomóc - zaproponował, co z jego strony było miłe.
- Dzięki, przydałaby się pomoc - odparłam. - Ale w chwili obecnej co powiesz na... kawę? - zaproponowałam.
- Nie ma problemu - odparł. - Ale jak coś, ja pije jedynie moją wodę - wyjął z plecaka wodę w butelce. Nie co się zdziwiłam, ale nie pytałam o żadne szczegóły.
- To może zajdziemy do mojego pokoju? - zmieniłam propozycję, na co przystał.
Weszliśmy po schodach i szliśmy wzdłuż korytarza dziewczyn, aż w końcu znalazłam odpowiednie drzwi. Wyszukałam w kieszeni kluczyków, a gdy je znalazłam i chciałam wcisnąć w dziurę, drzwi okazały się być otwarte. Nieco się zdziwiłam, ale nie sądziłam, że to mogło być oznaką czegokolwiek złego. Aż do chwili, w której razem z Rey'em weszliśmy do mieszkania. Wszystko było całkowicie zniszczone...
<Rey? Dam dam dam!!!>
21 października 2016
Od Judy cd. Garbrijela
Pożegnałam się z nowym uczniem, po czym kontynuowałam swój spacer do parku. Miałam zamiar się po prostu przejść, nawąchać się czystego powietrza - chociaż w mieście to trudne - i może coś zejść na mieście. W kieszeni miałam portfel, także mogłam gdzieś wyjść. Ale najpierw wyszłam po za teren szkoły i skierowałam się chodnikiem w lewo. Szłam tak parę minut oglądając miasto. Ludzi, ich zwierzaki, samochody. Gdy tak patrzyłam na kobietę, mężczyznę i dziecko pomiędzy nimi, aż mi się ciepło robiło na sercu. Uwielbiałam patrzeć na radość dzieci, młodych ludzi, jak i staruszków. Ogółem uwielbiałam śmiech i zadowolenie u innych. Dla mnie to był piękny widok.
Po godzinnych spacerze w parku poszłam do jakiejś kawiarni. Tam usiadłam w wolnym stoliku i zamówiłam sobie kawałek ciasta bananowego, oraz filiżankę kawy. Długo na zamówienie nie musiałam czekać. Rozkoszując się deserem przypatrywała się uważnie, co działo się za szybą. Dwa samochody miały stłuczkę. Czarne BMW miało wgnieciony cały przód, bo wjechał w drzewo. Drugi samochód, czyli srebrny Fiat miał tylko rysę na boku. To oznaczało, że zdążyli się wyminąć, ale czarny samochód całkowicie skręcił na ogromne drzewo. Teraz widziałam kłótnie dwóch ludzi, oraz małe dziecko siedzące na tylnym siedzeniu srebrnego wozu. Po chwil przyjechała policja, a razem z tym do kawiarni weszła niedawno poznana mi osoba. Spojrzałam w kierunku Gabrijela. Gdy i on mnie zobaczył, pomachałam mu z uśmiechem.
< Gabrijel?>
Po godzinnych spacerze w parku poszłam do jakiejś kawiarni. Tam usiadłam w wolnym stoliku i zamówiłam sobie kawałek ciasta bananowego, oraz filiżankę kawy. Długo na zamówienie nie musiałam czekać. Rozkoszując się deserem przypatrywała się uważnie, co działo się za szybą. Dwa samochody miały stłuczkę. Czarne BMW miało wgnieciony cały przód, bo wjechał w drzewo. Drugi samochód, czyli srebrny Fiat miał tylko rysę na boku. To oznaczało, że zdążyli się wyminąć, ale czarny samochód całkowicie skręcił na ogromne drzewo. Teraz widziałam kłótnie dwóch ludzi, oraz małe dziecko siedzące na tylnym siedzeniu srebrnego wozu. Po chwil przyjechała policja, a razem z tym do kawiarni weszła niedawno poznana mi osoba. Spojrzałam w kierunku Gabrijela. Gdy i on mnie zobaczył, pomachałam mu z uśmiechem.
< Gabrijel?>
Od Judy cd. Rey'a
Jakoś nigdy nie bałam się strzykawek. Zazwyczaj gdy dostałam jakąśkolwiek szczepionkę, gilgotało mnie, wywołującym tym samym u mnie śmiech. Wielu to dziwiło, ale jakoś nie potrafiłam poczuć żadnego bólu. Przecież to jest taka cieniutka igiełka, że jej nie czuć. Nawet teraz sądziłam, że wstrzyknie mi coś w ramię, chociaż nie miałam żadnego pomysłu, po co. Okazało się jednak, że bł to syrop. Pielęgniarka dziwnie mi go podała. Może po prostu lubiła straszyć dzieciaki? Możliwe. Ale teraz mam jeszcze jedno bardzo ciekawe pytanie - co się ze mną stało? Chłopak znalazł mnie nie przytomną przy jakimś pokoju. Co mi mogło się stać? Eh... Na razie pamiętam tylko jak lecę na głowę, uderzam nią o podłogę i widzę ciemność. Może później się dowiem? A może chłopak nie powiedział mi wszystkiego? Nie wiem.
Spojrzałam na towarzysza. Siedział na ziemi z rękoma na twarzy, jakby się czymś załamał.
- Dziękuje - powiedziałam do pielęgniarki, która wstała i odłożyła strzykawkę na miejsce. - Mogę już iść? - zapytałam wyjmując nogi z łóżka, dzięki czemu zawisły mi nad ziemią.
- Tak. Gdy gorzej się poczujesz, przyjdź - odparła. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do chłopaka i złapałam go za rękę.
- Idziesz? - pociągnęłam go za sobą, bo miałam wrażenie, że gdybym nie zainterweniowała, dalej by siedział na zadku i się nie ruszył. Chłopak wstał zdziwiony lekko, ale nie protestował, gdy ciągnęłam go ku wyjściu.
- Poczekaj jeszcze - drogę zagrodziła mi pielęgniarka. - Co tak właściwie się stało? Twój kolega mówi, że nic nie wie - spojrzała na nas podejrzliwie mierząc wzrokiem. Przygryzłam dolną wargę i wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem - widocznie była zdziwiona tą odpowiedzią, ale darowała sobie kontynuowanie tej rozmowy, która do niczego nie prowadziła. Zeszła nam z drogi, pożegnaliśmy się, po czym wyszliśmy z sali. Puściłam rękę chłopaka i gdy przeszłam parę metrów od drzwi, stanęłam na środku korytarza. - Jestem Judy - przedstawiłam się posyłając mu mój ciepły uśmiech.
- Rey - odparł.
- Na prawdę nie wiesz, co mi się stało? - zapytałam wprost. W końcu jakie miałam podstaw, aby mu wierzyć?
< Rey?>
Spojrzałam na towarzysza. Siedział na ziemi z rękoma na twarzy, jakby się czymś załamał.
- Dziękuje - powiedziałam do pielęgniarki, która wstała i odłożyła strzykawkę na miejsce. - Mogę już iść? - zapytałam wyjmując nogi z łóżka, dzięki czemu zawisły mi nad ziemią.
- Tak. Gdy gorzej się poczujesz, przyjdź - odparła. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do chłopaka i złapałam go za rękę.
- Idziesz? - pociągnęłam go za sobą, bo miałam wrażenie, że gdybym nie zainterweniowała, dalej by siedział na zadku i się nie ruszył. Chłopak wstał zdziwiony lekko, ale nie protestował, gdy ciągnęłam go ku wyjściu.
- Poczekaj jeszcze - drogę zagrodziła mi pielęgniarka. - Co tak właściwie się stało? Twój kolega mówi, że nic nie wie - spojrzała na nas podejrzliwie mierząc wzrokiem. Przygryzłam dolną wargę i wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem - widocznie była zdziwiona tą odpowiedzią, ale darowała sobie kontynuowanie tej rozmowy, która do niczego nie prowadziła. Zeszła nam z drogi, pożegnaliśmy się, po czym wyszliśmy z sali. Puściłam rękę chłopaka i gdy przeszłam parę metrów od drzwi, stanęłam na środku korytarza. - Jestem Judy - przedstawiłam się posyłając mu mój ciepły uśmiech.
- Rey - odparł.
- Na prawdę nie wiesz, co mi się stało? - zapytałam wprost. W końcu jakie miałam podstaw, aby mu wierzyć?
< Rey?>
20 października 2016
Od Judy do Reya
Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałam. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędził jak oszalała, a ja trafiłam na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
Gdy otworzyłam oczy budząc się tym samym ze snu, zobaczyłam biały sufit. Poczułam zapach takiej... czystości, jakby chemii. Zawsze czuje tą woń w jakichś szpitalach czy u dentysty. Na początku czułam bolący impuls głowy, który przeszedł niczym czarny galopujący koń po pustym korytarzu, waląc głucho swymi podkowami o kafelki. Jęknęłam cicho, po czym podniosłam głowę. Zobaczyłam szklaną szafkę, za którą widniały lekarstwa. Ściany były odcienia błękitu, aczkolwiek podchodziły bardziej pod biel, jak w takich psychiatrykach. Gdy się rozejrzałam, zobaczyłam pielęgniarkę i jakiegoś chłopaka. Kobieta stała przy jakimś biurku i coś dodawała do strzykawki. Spojrzałam się do potem na tego kogoś.
- Czeeeść... - przedłużyłam dalej zdezorientowana. - Co ja tu robię? - zapytałam całkowicie zapominając, co się stało. Pamiętam tylko bardzo mocny ból głowy i tyle.
< Rey?>
Gdy otworzyłam oczy budząc się tym samym ze snu, zobaczyłam biały sufit. Poczułam zapach takiej... czystości, jakby chemii. Zawsze czuje tą woń w jakichś szpitalach czy u dentysty. Na początku czułam bolący impuls głowy, który przeszedł niczym czarny galopujący koń po pustym korytarzu, waląc głucho swymi podkowami o kafelki. Jęknęłam cicho, po czym podniosłam głowę. Zobaczyłam szklaną szafkę, za którą widniały lekarstwa. Ściany były odcienia błękitu, aczkolwiek podchodziły bardziej pod biel, jak w takich psychiatrykach. Gdy się rozejrzałam, zobaczyłam pielęgniarkę i jakiegoś chłopaka. Kobieta stała przy jakimś biurku i coś dodawała do strzykawki. Spojrzałam się do potem na tego kogoś.
- Czeeeść... - przedłużyłam dalej zdezorientowana. - Co ja tu robię? - zapytałam całkowicie zapominając, co się stało. Pamiętam tylko bardzo mocny ból głowy i tyle.
< Rey?>
Od Judy cd Gabrjela
Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałam. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędził jak oszalała, a ja trafiłam na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
Gdy się obudziłam, spojrzałam na zegarek, zapominając o śnie. Była... dwunasta. Przypadkiem zasnęłam na lekcji, bo wczoraj do późna wkuwałam parę przedmiotów. Tak czy siak nauczyciel mi nic nie zrobił, a raczej mi odpuścił. Tylko mnie obudził na dzwonek, a gdy owy rozległ się po całej szkole, wyszłam wraz z tłumem z sali. Podążałam w stronę wyjścia, aby się przewietrzyć. Zeszłam po schodach do głównego holu i otworzyłam drzwi. Oczy miałam skierowane na ziemię, a jednak nie zauważyłam wycieraczek, złożonych w kupie. Potknęłam się o nie. Znacie tą myśl, gdy wiesz, że coś się stanie, a jednak nie możesz tego zatrzymać? Tak właśnie się czułam. Czekałam tylko aż wyląduje na ziemi, by wstać, otrzepać się i pójść dalej. Ale zamiast tego wylądowałam na jakimś człowieku, który utrzymał swoją równowagę i się nie wywalił, tym samym utrzymując mnie na nogach.
- Wybacz - zaśmiałam się cicho. - Nie zauważyłam o dziwo wycieraczek - wytłumaczyłam się i spojrzałam na tego kogoś. Widocznie był to nowy uczeń, gdyż pierwszy raz go widziałam. Był wysoki, chyba nawet o głowę, czy jakoś tak. Miał białe włosy i hipnotyzujące niebieskie oczy. Na początku zabrakło mi słów, gdyż go obejrzałam od stóp do głów. Wydawało mi się, że był to anioł, ale pewności nie miałam. - Jak się nazywasz? - postanowiłam poznać imię tego chłopaka.
< Gabrijel?>
Gdy się obudziłam, spojrzałam na zegarek, zapominając o śnie. Była... dwunasta. Przypadkiem zasnęłam na lekcji, bo wczoraj do późna wkuwałam parę przedmiotów. Tak czy siak nauczyciel mi nic nie zrobił, a raczej mi odpuścił. Tylko mnie obudził na dzwonek, a gdy owy rozległ się po całej szkole, wyszłam wraz z tłumem z sali. Podążałam w stronę wyjścia, aby się przewietrzyć. Zeszłam po schodach do głównego holu i otworzyłam drzwi. Oczy miałam skierowane na ziemię, a jednak nie zauważyłam wycieraczek, złożonych w kupie. Potknęłam się o nie. Znacie tą myśl, gdy wiesz, że coś się stanie, a jednak nie możesz tego zatrzymać? Tak właśnie się czułam. Czekałam tylko aż wyląduje na ziemi, by wstać, otrzepać się i pójść dalej. Ale zamiast tego wylądowałam na jakimś człowieku, który utrzymał swoją równowagę i się nie wywalił, tym samym utrzymując mnie na nogach.
- Wybacz - zaśmiałam się cicho. - Nie zauważyłam o dziwo wycieraczek - wytłumaczyłam się i spojrzałam na tego kogoś. Widocznie był to nowy uczeń, gdyż pierwszy raz go widziałam. Był wysoki, chyba nawet o głowę, czy jakoś tak. Miał białe włosy i hipnotyzujące niebieskie oczy. Na początku zabrakło mi słów, gdyż go obejrzałam od stóp do głów. Wydawało mi się, że był to anioł, ale pewności nie miałam. - Jak się nazywasz? - postanowiłam poznać imię tego chłopaka.
< Gabrijel?>
17 października 2016
Judy Varner
GODNOŚĆ: Judy VarnerPSEUDONIM: Angel
ROLA: Anioł
WIEK: 14 lat
PŁEĆ: Kobieta
POCHODZENIE: Islandia
ORIENTACJA: Heteroseksualna
ZAUROCZENIE: Jeszcze nigdy w życiu nikogo nie pokochała na prawdę, ponieważ ona uwielbia wszystkich. Aczkolwiek czeka na tego jedynego
CHARAKTER: Jedno słowo ją opisuje najbardziej – optymistka. I to jaka. Świat widzi tylko w kolorowych kolorach i nie myśli o zmianie. Uwielbia się cieszyć i dzielić się radością z innymi. Niektórzy mówią o niej wariatka, gdyż ma często głupie pomysły, ale to tylko dlatego, by się nie nudzić. Nienawidzi siedzieć w miejscu i nic nie robić. Można by pomyśleć, że ma ADHD, ale jest całkowicie zdrowa na umyśle – przynajmniej tak myśli. Jest rozmowna i towarzyska. Uwielbia spędzać czas w grupie przyjaciół i robić szalone rzeczy. Ciężko jest ją obrazić, gdyż dosłownie wszystko bierze na żarty, przez co poważne rzeczy nie potrafi brać na powagę bez uśmiechu na twarzy czy śmiania. Z tego powodu dużo ludzi się do niej zraża. Jest trochę nachalna i strasznie ciekawska. Gdyby mogła, chciałaby znać wszystkie tajemnice świata. Jeśli chodzi o ludzi przeciwnych do niej… szanuje i toleruje jak każdego innego człowieka. Nie ważne kim jesteś, według niej każdy powinien mieć drugą szansę, bo każdy może się zmienić nawet na dobre, czy lepsze. Jeśli nie chcesz jej towarzystwa, po prostu to jej powiedz. Wzruszy tylko ramionami, pożegna się radośnie i zniknie ci z oczu. Nie rozumie jak można robić komuś krzywdę świadomie i do tego cieszyć się z tego. Dla niej to niezrozumiałe uczucie. Stara się pomagać ludziom, niezależnie od problemu jaki ich dręczy, czy jakie mają hobby. Nie potrafi nikogo skrzywdzić, nikogo. A tym bardziej pozbawić kogoś życia bez powodu. Jednak wie co to sprawiedliwość i jeśli ktoś naprawdę musi umrzeć, zgodzi się na to. Jednak prócz tej radosnej dziewczynki, która potrafi nawet skakać radośnie po krawężniku, wie co to ból i smutek. Przeszła przez to. Wie co to stracić bliską ci osobę i nikomu tego nie życzy – nawet największemu wrogowi. Zawsze chowa smutek, ale łatwo odkryć co ją gryzie. Jest strasznie ufna i szybko przywiązuje się do ludzi, przez co boli ją odrzucenie przyjaciela, ale stara się tego nie przeżywać. Gdy jest smutna, świat traci kolory i widzi jest w szarych barwach. Nie ma ochoty na zabawę, ale pomimo tego uśmiecha się, śmieje i normalnie rozmawia.
UMIEJĘTNOŚCI: Dzięki treningom dziewczyna jest bardzo wytrzymała. Największymi umiejętnościami w boju się zwinność, szybkość i wytrzymałość, a do tego spryt. Gorzej jest z siłą, na której nigdy nie polega. Zazwyczaj jej strategia polega na zwykłym unikaniu ciosów przeciwnika, aby się zmęczył. Potem atakuje. Jest świetnym akrobatą. Potrafi walczyć ręcznie jak i bronią białą, czy palną. Spoza dziedziny walk, potrafi malować, śpiewać, szyć i jeździć na łyżwach. Jej słabością jest woda, gdyż nie umie pływać.
O POSTACI: Jej rodzice zginęli przez erupcje wulkanu, który spalił ich dom, gdy Judy była wtedy u przyjaciółki na urodzinach. Miała wtedy siedem lat i bardzo to przeżyła, aczkolwiek starała się uśmiechać. Do dziś boi się erupcji wulkanów, znajdowania się blisko ich. Jako dziesięciolatka chciała się nauczyć pływać, jednak nauka zakończyła się utonięciem, innym razem podtopieniem przez wredne znajome i zakończyło się na tym, że dziewczyna boi się wody. Uwielbiała zwierzęta od małego i sama chciałaby posiadać chociażby rybkę. Najbardziej uwielbia kotowate i psowate. Cierpi na astmę, przez co ma ograniczony zakres wykonywania sportów. Tak samo na uczulenie na winogrona, które tworzą u niej swędzącą wysypkę oraz truskawki, przez które wymiotuje przez długi czas.
INNE: - Jest teistą agnostycznym. Wierzy, że "jest jakiś bóg", ale nie wyznaje żadnej dokładnej religii i go nie czci;
- Uwielbia kolor niebieski;
- Mierzy zaledwie metr sześćdziesiąt, przez co wiele razy była wyśmiewana od tych niższych i grubszych (chociaż w rzeczywistości ma niedowagę);
- Nosi soczewki zamiast okularów;
- Kiedyś była maniakiem gier komputerowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)