15 października 2016

Od Costina cd Mahiru

- Oh, z miłą chęcią. Załatwię sobię świetną żabią kolację - warknąłem i odwróciłem się na pięcie zmierzając do pokoju. - A i znajdź sobie inne miejsce do spania!
- Jak ci się coś nie podoba to sam poszukaj innego pokoju, deklu!
Pokazałem mu środkowy palec przez ramię i wbiegłem po schodach na ostatnie piętro. Wbiłem szybko do pokoju i usiadłem na parapecie dokańczając papierosa.
- Mógłbyś tutaj nie palić? - usłyszałem.
- Baise, Mahiru - warknąłem, ale zgasiłem papierosa i wywaliłem za okno. - Odpowiada?
Chłopak skinął głową, pod nosem robiąc jakąś uwagę na temat nie wyrzucania petów za okno, ale to zignorowałem i spojrzałem za okno.
- Merci et désolé - wymsknęło mi się i zaraz potem walnąłem mentalnego facepalma. Po co ty to mówisz Costin? Ty nie przepraszasz ludzi, nie masz serca. Błagam nie zrozum nic z mojej wypowiedzi, błaga, błagam, błagam. Nie otrzymałem na to odpowiedzi, więc uznałem swoje zwycięstwo. Zszedłem z parapetu i usiadłem na łóżku spalatając ręce ze sobą i wpatrując się natarczywie we współlokatora.

<Mahiru?>

Słowniczek:
Baise - spier*alaj
merci et désolé - dzięki i przepraszam

Od Mahiru Cd Celes

-Serio? Hm... W sumie nic dziwnego, że nie ogarnąłem. Byłem w pokoju na sekundkę i rzuciłem tylko torbę, nawet do niego nie wszedłem, więc nie zwróciłem uwagi. A potem tylko tam wbiłem i zabrałem swoje manatki-zaśmiałem się.
-Manatki... Manatki... Manaty?-Zapytała niewyraźnie.
-Hę? Co?
-Manaty. Ssak wodny z rodziny manatowatych, żyjący na pograniczu środowiska morskiego i słodkowodnego, roślinożerca-objaśniła.
-Mówisz, jakbyś czytała to z encyklopedii-powiedziałem z nutką podziwu w głosie.
-Wiem. Jestem genialna-podrzuciła dumnie włosy do góry, niczym modelka z reklamy L'Oréal Paris. Parsknąłem cicho, patrząc bacznie w stronę barku, mając nadzieję, że za chwilę zobaczę kelnera z moją pizzą.
-Zamówiłaś coś?-Zapytałem z ciekawości.

<Celes?>

Od Celestii - Cd. Mahiru

Zarzuciwszy torbę na plecy wyszłam ze szkoły. Dzisiaj nie miałam dodatkowych zajęć, więc dzień był wolny. Jednak pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Ciemne chmury przykrywały niebo i zerwał się silny wiatr. Na ulicach było mało ludzi. Większość siedziała w ciepłych galeriach lub nie wychodziła z domu. Z góry zaczęły spadać ciężkie krople deszczu, przez co zmuszona byłam otworzyć niezwykle urokliwą parasolkę. Taką przezroczystą z czarną falbanką. Westchnęłam cicho i spojrzałam w niebo. Nie zapowiadało się na to, by przestało padać. Deszcz się wręcz jeszcze bardziej nasilił. Skręciłam więc w prawo, wchodząc do jakiejś pizzerii. Zdążyłam jedynie z powrotem złożyć parasol i wrzucić go do torby, gdy usłyszałam jakiś znajomy głos. Podniosłam wzrok, by zobaczyć mojego byłego współlokatora. Pomachał do mnie i dał znak, bym się przysiadła.
- Cześć, jestem Mahiru. Może się dosiądziesz? Chodzimy razem do szkoły, ale raczej mnie nie kojarzysz. - wypowiedział na jednym tchu.
- Wow, gościu, podziwiam cię. Ćwiczysz w jakiejś operze, czy coś?
- Co? Czemu? - zmarszczył brwi.
- A nie, nic. - odparłam, siadając naprzeciw blondyna. - Poza tym, może już nie pamiętasz, ale przez trzy godziny byliśmy współlokatorami. - dodałam, uśmiechając się niewinnie.

[ Mahiruu? ]

Od Mahiru CD Costina

-Ależ ty jesteś wkurzający!-Warknąłem nagle.
-Ja? Ja wkurzający? Odezwał się świętoszek! Jesteś mega upierdliwy i zachowujesz się jak jakiś pupilek nauczycieli! A poza tym, Mahiru Shirota... Co to w ogóle za imię? A nazwisko? Brzmi jak Sierotka Marysia, czy coś!-Odparł, stojąc przy drzwiach wejściowych.
-To tak się odwdzięczasz za pomoc, samolubny żabojadzie?!-Odparłem, jeszcze bardziej zdenerwowany-Po nazwisku to po pysku, debilu
Popchnął mnie płaską dłonią w klatkę piersiową, odpychając mnie nieco do tyłu.
-Wielka mi pomoc, zamiotłeś kilka liści, oczekujesz braw?! Nic nie zrobiłeś, także ta gueule*!-Warknął znów, łapiąc mnie lekko za kołnierz mundurka.
-Odwal się, palancie! Nawet liści zamieść nie umiesz!-Odparłem głośno.

<Costin?>
--------------
Słowniczek
*ta guele - zamknij się, zamknij gębę.

Od Mahiru

Lekcje się już skończyły, więc mogłem poszwendać się po mieście. Wybyłem z terenu szkoły, zakładając słuchawki na uszy. Włączyłem na starej MP3'ce piosenkę "Wolf in Sheep's Clothing".
Wystukując melodię piosenki palcami na zewnętrznej części kieszeni, przyspieszyłem kroku. Postanowiłem rozejrzeć się za jakimś miejscem, w którym mógłbym coś zjeść. Poszedłem chodnikiem w lewo, kierując się w stronę najbardziej ruchliwej ulicy w okolicy (nie czuję, jak rymuję i gadam, jak Mickiewicz Adam).
Zdawało mi się, że tam była jakaś pizzeria, a miałem akurat ochotę na pizzę. Kiedy dotarłem do ulicy, zerknąłem na jej przeciwną stronę. Była tam ta pizzeria, o której myślałem przedtem. Przeszedłem po pasach, wbijając do lokalu. Przy "barku" zamówiłem sobie średnią pizzę pepperoni i usiadłem przy pierwszym lepszym stoliku. Był niezły tłok, przez co byłem zmuszony zająć trzyosobowy, ostatni stolik. Nagle, do pizzeri weszła jakaś dziewczyna. Kojarzyłem ją ze szkoły. Rozglądając się za wolnym miejscem, machnąłem do niej i powiedziałem:
-Cześć, jestem Mahiru. Może się dosiądziesz? Chodzimy razem do szkoły, ale raczej mnie nie kojarzysz-zaproponowałem wręcz przerażająco otwarcie.


<Celes?>

Od Costina do Leona

Przewinąłem się przez drzwi pokoju, obok Amica'i podając jej klucze i wyszedłem na dwór. Przebrnąłem przez korytarz i trzy pary schodów i wybiegłem na zewnątrz, mając nadzieję na święty spokój. Wyciągnąłem telefon z bluzy i zaczałem przeglądać swoje media społecznościowe siadając na ławce przed wejściem do internatu. Nic. Nic. Nic. Westchnąlem cicho i schowałem telefon. Zostało mi bezczynne patrzenie się przed siebie. Popatrzyłem na gołe drzewa, myśląc jak bardzo przypominają te we Francji. Chociaż tam klimat był troche cieplejszy, kiedy mieszkało się blisko morza Śródziemnego. Westchnąłem cicho i wstałem z miejsa zmierzając spowrotem do pokoju. Przechodząc obok drzwi do pokoi na parterze zauwarzyłem nieznaną mi czuprynę czerwonych włosów należą do jakiegoś wysokiego chłopaka. Tutaj jest coraz więcej facetów, co znaczy, coraz większy raj dla Kostka. Niemogąc się powstrzymać podszedłem do niego i oparłem się o ścianę obok.
- Mieścisz ty się w drzwiach? - zapytałem, wrogo i uśmiechnąłem się błaznersko.

<Leon?>

Od Costina Cd Mahiru

Mruknąłem ciche "Niemiło mi cię poznać" i zacząłem wykonywać swoją pracę. Nie będę zaprzeczał, w dwójkę było szybciej. Z resztą liści też nie było sporo dlatego poczło raz dwa. W ciągu godziny mieliśmy już dwie duże kupki. Kiedy Miahiru nie patrzył postanowiłem skorzystać z okazji i wymknąć się. Położyłem grabie cicho na ziemi i zerkając na chłopaka zniknąłem za murem internatu. Śmiejąc się złowieszczo pod nosem odeszłem w stronę sklepików, po papierosy - tak tylko to może pomóc. Z małymi kłopotami, przez mój wiek, zdobyłem dwie paczki Marbolo. W trybie natychmiastowym zapaliłem jednego i udałem się spowrotem do pokoju. Na mojej drodze stanął jednak Mahiru. Patrzył na mnie spodełba, wkurzony ściskając dwa przyrządy do grabienia w pięściach.
- Chciałem ci pomóc, a ty bezczelnie uciekłeś
- Calmer, stary. Zaszkodziło ci to? Daj mi święty spokój, nie mam na ciebię czasu - mruknąłem i wszedłem do budynku.

<Mahiru?>

Słowniczek:
Calmer - uspokój się