17 października 2016

Od Mii CD Amici

Przechyliłam głowę mocno w bok, gdy dziewczyna stojąca naprzeciw mnie, wypowiedziała moje imię. Przyjrzałam się jej z wielką dokładnością, po czym na moją twarz wstąpił szeroki uśmiech. 
- Tak, to ja, Mia. Mia Nishimura, dokładniej. We własnej osobie~! - odparłam i spontanicznym ruchem wyciągnęłam dłoń przed siebie, przymykając oczy i nadal trwając w tym szczerym uśmiechu.

Dziewczyna wahała się przez chwilę, ale ostatecznie ujęła moją rękę. Energicznie nią potrząsnęłam, a gdy tylko zakończyłam czynność, nastolatka szybko odsunęła obolałą rękę ode mnie.
- No a ty? - zapytałam po krępującej minucie ciszy.
- Co "ja"?

Czyżby o mnie była tu mowa? - usłyszałam ten sam, ponury głos z głowy. Nah, przecież nie zawsze, kiedy ktoś mówi "ja", chodzi o nią!

- Nie, nic! To nie do ciebie! - wrzasnęłam nagle, chcąc w jakiś sposób zakomunikować to głosowi z głowy, dodatkowo zupełnie zapominając o towarzystwie dziewczyny. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę ze swoich słów. Czarnowłosa stała zdezorientowana i patrzyła na mnie tępym wzrokiem.
- Hm?
- Znaczy... To o tym nie byciu do ciebie, nie było do ciebie! - próbowałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji. - Naprawdę! A z resztą, nie ważne, chodź, bezimienna, pójdziemy na jakieś pączki, czy coś tam. - Pociągnęłam ją za rękaw od bluzki, ciagnąc tym samym do pobliskiego sklepu.


Pomimo takiej wpadki, jaką zaliczyłam już z samego rana, nic mnie nie zraziło, by nadal zachować uśmiech na twarzy. Cóż, może i to mnie nie zraziło, ale zimny podmuch wiatru, który obił się o mnie tuż po wyjściu z ciepłego budynku, zdecydowanie mnie zmroził... Musiałam trzymać mój ukochany, różowy kapelusik, by nie odleciał, a ponadto byłam w samej sukience, więc nie było co się dziwić! 

<Amiciu? xD>


Od Mahiru CD Costin

Wciąż trzymając chłopaka za czuprynę, odezwałem się z trudem:
-Słuchaj, no. Ustalmy sobie coś. Po pierwsze, to wymyśliłem coś, co być może przynajmniej częściowo Cię uspokoi. Postanowiłem, że możesz sobie gadać swoje powalone, zboczone i dziwne wypowiedzi. Możesz sobie mówić, co chcesz, a ja to jakoś wytrzymam. Ale jest jeden warunek. Żadnego dotykania, macania, całowania, klepania po tyłku i wszelkiego rodzaju rękoczynów.
-Ty tak na serio?-Zapytał, a z jego twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji.
-Oczywiście, nigdy nie byłem bardziej poważny. To... Co o tym myślisz?-Burknąłem.


<Costin?>

Od Costina cd Mahiru

Z całych sił próbowałem się uspokoić i w ciągu jakiś dwudziestu minut w końcu mi się udało. Krzyknąłem w poduszkę wkurzony sam na siebie.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam -  szeptałem w kółko i w kółko, aż dłoń chłopaka nie znalazła się na moich spoconych włosach. Poczułem natychmiastowy przypływ łez. Ca ja mu do cholery zrobiłem? Próbuję zrobić z niego kogoś kim nie jest. Znowu wrzasnąłem tak, jakby mi nogę amputowali i zacząłem płakać jeszcze mocniej. - Przepraszam!
- Uspokój się! - usłyszałem i podziałało to na mnie jak kubeł lodowatej wody. Odwróciłem się przerażony, w stronę współlokatora. Co się właśnie stało?
- Znowu miałem atak paniki, prawda? Do Allaha - wyszeptałem, rwąc włosy z głowy i wtedy poczułem nadal trzymającą mnie za włosy dłoń. Spojrzałem na Mahiru zdziwiony i oblizałem spierzchnięte usta, odwracając wzrok i próbując wyrwać się z uścisku na czuprynie.

<Mahiro?>

Niektórzy ludzie są jak gołębie...

...Najpierw jedzą Ci z ręki,
 a za chwilę srają Ci na głowę.


GODNOŚĆ: Młodzieniec zwie się Rey, a na nazwisko ma Rasmussen.
PSEUDONIM: Rey ma stosunkowo krótkie imię, aczkolwiek jego rówieśnicy nie mogli powstrzymać się od nadania mu jakiegokolwiek pseudonimu. Ze względu na jego kocie uszy zaczęli go przezywać Nekosiem, a z zupełnie innego powodu - jakim było pewne wydarzenie, o którym nikomu nie wspomina - dostał przezwisko Frąfcel.
ROLA: Wspaniały Aniołek, nieprawdaż?
WIEK: Liczy sobie, jak na razie, piętnaście lat.
PŁEĆ: Mężczyzna, rodowity mężczyzna. R: No raczej, nie inaczej~!
POCHODZENIE: Surowa i zimna, północna Norwegia. Mikołaju, czy to ty?
ORIENTACJA: Nie ciągnie go jakoś specjalnie do chłopaków, woli dziewczyny i butelki wypełnione wodą gazowaną. Mrau.
ZAUROCZENIE: Potocznie przez niego zwana "bombelwoda", to jak na razie jedyne, co darzy prawdziwą, Rey'ową miłością.
CHARAKTER: Rey... Rey... Rey... R: No czego?  On jest... Dziwny. R: Wypraszam sobie! ;-; Takim można go właśnie określić. Cóż, jest ku temu wiele powodów... Choćby taki, że uwielbia butelki, aczkolwiek tylko te wypełnione wodą gazowaną. Lecz sam fakt, że lubi butelki jest już dziwny sam w sobie... R: Masz coś do mojej butelki?!

Piętnastolatek zazwyczaj nie szczędzi sobie pochlebnych komentarzy na swój temat i codziennie mówi, jaki to on jest wspaniały i zajebisty. Zdążył zauważyć, że jego znajomych to irytuje, więc przestał ta mówić w ich towarzystwie. Jednak czasem wymsknie się mu coś takiego, ale zazwyczaj to kontroluje.

Narcyzikowaty Rey nie byłby sobą, gdyby nie chorował na tak zwaną atychifobię, czyli strach przed porażką. Owszem, panicznie boi się, że coś zrobił źle i osiągnie dno, najgłębsze dno jakie tylko może być. Zawsze pragnie wygrywać, ale to chyba u każdego człowieka normalne. Jednakże on boi się poniesienia klęski, a zwłaszcza jeśli chodzi o jakieś zawody, w których udział bierze cała grupa "jego" ludzi.

No właśnie. Pod skorupą tego pieprzonego narcyza skrywa jednak jakieś uczucia. Nienawidzi patrzeć na czyjeś cierpienie, to po pierwsze. A gdy czyjeś cierpienie jest z jego winy... Ma po tym ogromne wyrzuty sumienia. Zaś gdy się ktoś na niego obrazi, sprawia wrażenie, jakby nic go nie obchodziło, by po chwili bezczelnie do niego przyjść i... Przeprosić.

Zdarza się też tak, że zostawia tę osobę w spokoju, a gdy ponownie ją spotka, to zaczyna się do niej łasić i robić maślane oczęta. Mówi jakieś słabe, denne żarty, które - tak, czy siak - wprawiają tę osobę w dobry nastrój, bowiem w jego ustach prawie każde słowo brzmi śmiesznie. Dzięki temu można go też zwać dobrym pocieszycielem.
UMIEJĘTNOŚCI: Czy nałogowe picie wody gazowanej w niezwykle dużych ilościach się liczy? Nie.

Jednak poza tamtą umiejętnością, potrafi także doskonale ukrywać uczucia, choć nie robi tego zbyt często. Ponadto, warcaby są czymś, w czym jest niepokonany.
O POSTACI: Tak właściwie to nie ma tu dużo do pisania... Sam wybierał sobie szkołę i właściwie jego rodziców niezbyt to obchodziło.
INNE:
  • Nazywa wodę gazowaną "bombelwodą";
  • Nie pije wody niegazowanej;
  • Uwielbia zimę;
  • Rey cierpi na tak zwaną atychifobię, czyli strach przed porażką;
  • Głosik: [X]

Od Mahiru CD Costina

Zatkało mnie. Ordynarnie mnie zatkało. Okej, może trochę dowalał tymi tekstami, ale teraz... To już przesadził. Co sekundę przechodziły mnie zimne dreszcze. Zaschło mi na moment  ustach. Zaczął mnie boleć brzuch, zupełnie tak, jakby ktoś przebił mnie mieczem na wylot. Wystarczyło tylko kilka jego słów, żeby w pełni zobrazować takie sceny w moim umyśle. Przełknąłem ślinę zestresowany. Co mam zrobić? Co powiedzieć? Ten człowiek chyba nie zna granic moralności. Matko święta, te wszystkie dziwne określenia i to, jak nazwał mnie per bébé... Można się domyślić, co to znaczy, a poza tym - widziałem to słowo w jego słowniku. O matko, ale kanał.
Zamrugałem tępo kilka razy, wciąż nie kumając, co się właśnie stało. Zaczął gadać dziwne rzeczy i się załamał. Tuż przed tym powiedział coś w stylu "byłem twoim pierwszym pocałunkiem, prawda?". Westchnąłem, starając się utrzymać spokojny oddech, ale się nie dało. Z grobową miną podszedłem do chłopaka i odezwałem się, jąkając się:
-N-nie wiem, czemu taki jesteś i czemu zachowujesz się tak dziwnie, a-ale... Zapytałeś, czy byłeś moim pierwszym p-pocałunkiem. Tak. Nikt nigdy wcześniej mnie nie pocałował, a co dopiero gadać takie rzeczy.


<Costin?>

Od Celestii

Weekend. Ach, cóż za cudowny czas. Czując na sobie promienie porannego słońca, obróciłam się na drugi bok, byleby ryjem do zimnej poduszki i zmusiłam się do powolnego otwarcia oczu. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było ogarnięcie godziny na telefonie. Było parę minut po dziesiątej. To dobry wynik, jak na mnie. Po chwili bezcelowego gapienia się na ładowarkę, siadłam po turecku na łóżku, opierając się o ścianę.
- Boże, o której on wstał? - mruknęłam do siebie, widząc puste łóżko współlokatora. Pewnie znów polazł pornosami handlować. Z cichym westchnieniem opuściłam ostoję poduszek i kocyka, po czym wyjęłam z szafy moją ulubioną bluzkę. Czarny kolor trochę się z niej sprał, przez co bardziej wyglądała na grafitową, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio. Ważne, że napis 'Always hungry' pozostał w kolorze nieskazitelnej bieli. Oraz, że dziury w kształcie skrzydeł z tylniej strony pozostały w stanie prawie idealnym. Wziąłszy ów bluzkę i bordowe spodenki, skierowałam się do łazienki. Ogarnęłam szybko poranną toaletkę, wypsikałam się dezodorantem i założyłam wcześniej przygotowane ubranie. Jeszcze czarne podkolanówki i trampki na wysokiej podeszwie i mogłam gdzieś iść. Jednak klucze współlokatora pozostawione na biurku pokrzyżowały mi plany. Przewróciłam teatralnie oczami i wzięłam swój kluczyk. Zamknęłam drzwi i ruszyłam na poszukiwania Olbrzyma. Gdzie on mógłby być? No na świetlicy, oczywiście.
- Następnym razem będziesz wchodził przez zamknięte okno. - oznajmiłam mu, kładąc kawałek metalu przed nim. - I mi go nie zgub, Panie Zapominalski. - dodałam na odchodne, po czym opuściłam budynek internatu.

[ Ktoś coś gdzieś może? ]

Od Costina cd Mahiru

- Ale ja nie potrafię nie mówić takich rzeczy, bébé. Co byś powiedział na fisting, co? Tak cudownie, byś wyglądał z moją ręką głęboko w tobie. Już mogę sobie wyobrazić twoje majestatyczne jęki. Jak mi stanie to zwalę sobie tu, przy tobie by zobaczyć twoją jebaną reakcje. Jezu, a gdybym cię poprosił obciągnął byś mi? Chciałbym zobaczyć co te twoje usteczka poza całowaniem potrafią - i wtedy mnie zatkało. Przecież on powiedział, że... - Byłem twoim pierwszym pocałunkiem, prawda? - przeraziłem się i podkurczyłem nogi. Merde. Kurwa o czym, ja gadam. Posunąłem się za daleko. Do Allaha! Schowałem twarz w dłoniach, chowając się przed całym światem. Próbowałem ustabilizować oddech, ale nie potrafiłem. Powtarzałem sobie "Licz do dziesięciu", ale to też nie pomagało. Nienienienienienienie. usłyszałem jakieś szmery z podłogi i chwilę później poczułem uginając się pod ciężarem Mahiru. Czułem jego przerażenie, ale nic ze świata zewnętrznego do mnie nie docierało. Dopóki...

<Mahiru? Uwolnij pokłady kreatywności>